(UWAGA NA OCZY!) ZUS niedługo zbankrutuje przez kryzys finansowy, który przyjdzie do nas ze Stanów, gdzie wszyscy ludzie przestali nagle spłacać kredyty hipoteczne. Przyczyną kryzysu hipotecznego jest taniejący dolar, spadek poziomu życia w Stanach i nasilająca się emigracja z tego kraju.
Jedyną szansą, aby godnie żyć na starość jest oszczędzanie w III filarze. Najlepszą inwestycją jest długoterminowe lokowanie kapitału w fundusze inwestujące w państwach BRIC, lub oparte na polskim WIG-u 20. A co to jest WIG20? To indeks najbardziej zyskownych i posiadających najlepsze perspektywy spółek na warszawskiej giełdzie, który jest codziennie weryfikowany i korygowany o coraz lepsze spółki. Dobrym pomysłem jest też inwestowanie w fundusze oparte na surowcach. Dla przykładu: ropa niedawno kosztowała już 188 dolarów za baryłkę, a do końca roku na pewno będzie kosztować 200 dolarów.
Od inwestycji, ale nie tylko, każdy musi płacić podatek dochodowy, zwany też podatkiem Belki. Został on wprowadzony w 1989 roku przez ówczesnego prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę. Wynosi on 19 proc. w pierwszym progu, a w drugim 32 proc. Płaci się go od wszystkiego - pensji pracowniczej, pracy zleconej, zysków przedsiębiorców, zysków z giełdy i lokat . . . Co to za bzdury? Nieliczne, z tych które usłyszałem od przedstawiciela “jednej z największych firm finansowych w Europie“.
_______________________________________________________________________
Wczoraj mój znajomy umówił się ze mną na spotkanie. Na spotkanie jednak nie przyszedł sam. Przyprowadził ze sobą przedstawiciela pewnej dużej europejskiej firmy z branży finansowej, pierwsza liga. Jak się potem okazało celem spotkania była rozmowa o „mojej finansowej przyszłości”. Ponieważ nie jestem zainteresowany III filarem obsługiwanym przez pośrednika, a wolę go sobie sam zbudować, pomyślałem, że rozmowa ta będzie dobrą okazją, aby przekonać się jakimi metodami, aby skusić klienta, posługują się przedstawiciele instytucji finansowych.

Postanowiłem więc, przynajmniej na początku rozmowy ograniczyć się jedynie do zadawania prostych pytań, nie wykraczających daleko poza pole zainteresowania przeciętnego klienta. Zaczęło się od prezentacji firmy, która jest „jedną z największych instytucji finansowych w Europie” z 11 milionami klientów, a jej prezes to człowiek sukcesu, który otrzymał niedawno tytuł człowieka roku. Na naiwne pytanie kto mu go przyznał, nie otrzymałem jednak odpowiedzi.
To co mnie mocno zirytowało to próby stosowania wobec mnie prymitywnej manipulacji. Zadano mi np. pytanie ile mógłbym miesięcznie przeznaczać na wpłaty do funduszu. Wskazałem pierwszą okrągłą kwotę jaka przyszła mi na myśl, czyli 1 000 zł miesięcznie. W reakcji otrzymałem wyrazy najgłębszego zdziwienia i zapewnienie, że z taką wartością wpłat, należałbym do najbardziej elitarnych klientów firmy… Pozory ekskluzywności próbowano stwarzać również później, gdy proponowano mi 8-letnią inwestycję w fundusz, gdzie kwota minimalnej wpłaty wynosiła 10 000 zł, jako ofertę „tylko dla wybranych”.
Inna manipulacja dotyczyła telefonu komórkowego. Przed rozpoczęciem rozmowy, agent zapytał, czy nie mam nic przeciwko temu, jeśli w czasie spotkania odbierze komórkę, bo czeka na ważny telefon od szefa. Gdy telefon faktycznie zadzwonił (dzwonek dźwiękowy oczywiście, po co używać wibracji?) w równo 30 min. od rozpoczęcia spotkania, przedstawiciel grzecznie mnie przeprosił i zapytał czy może odebrać. Nie odchodząc nigdzie, rzucił tylko do słuchawki „przepraszam szefie, nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie z klientem, zadzwonię później”. Czy przez to, że spławił swojego szefa, „klient” miał się poczuć ważny? Czy był to faktycznie telefon, czy tylko ustawiony wcześniej budzik, tego nie dowiem się pewnie nigdy…
Więcej na temat manipulacji stosowanych przez pośredników finansowych można przeczytać tutaj:
Model Miltona – wybrane struktury lingwistyczne
Perswazja, NLP i meta model
Tymczasem, cała rozmowa przebiegała według schematu i za nic nie dało się przekonać agenta, aby przeszedł bezpośrednio do konkretów. Schematy, symulacje, retoryczne pytania, sugestie, roztaczanie wizji „złotych gór” – na wysłuchanie tego bełkotu straciłem około godziny.
Gdy w końcu przeszliśmy do konkretów zaczęło się najlepsze. Dowiedziałem się wielu, nowych ciekawych rzeczy, które wywróciły do góry nogami moją dotychczasową wizję rynków finansowych… Część z nich przytoczyłem już we wstępie. Usłyszałem też kilka złotych myśli, które przedstawiciel ubezpieczyciela w swej szczodrości postanowił mi zdradzić. Oto kilka z nich: „gdy na giełdzie spada, to się cieszę, bo mogę kupić jeszcze więcej jednostek uczestnictwa”, a gdy rośnie – zapytałem, „a to cieszę się jeszcze bardziej”. Dowiedziałem się, że w trakcie bessy „nie spada wartość twoich pieniędzy, tylko jednostek uczestnictwa, twoje pieniądze są bezpieczne” oraz, że „na giełdzie w długiej perspektywie tylko się zyskuje”. Ponadto otrzymałem ofertę wejścia w 8-letni produkt z gwarancją zwrotu całej wpłaconej kwoty w razie niepowodzenia inwestycji. „Nie ma żadnego ryzyka, nic nie możesz stracić” zapewniał. Gdy zapytałem – a co z inflacją, lekko zirytowany już agent odpowiedział „nie zajmujmy się teraz drobiazgami”…
Pan, który poświęcał mi swój cenny czas okazał się również ekspertem od bezpośrednich inwestycji rynkowych. Wymyślił nowy indeks giełdowy: TOP50, który ponoć publikuje GPW. Jednak wyjątkowo mocno zachwalał fundusz oparty na WIG20. Gdy zapytałem, czy zna jakieś spółki wchodzące w jego skład, powiedział, że nie da się ich wymienić, ponieważ „jego skład zmienia się zbyt dynamicznie”. Przy pytaniu, czy mają w ofercie fundusze oparte na rynku surowców energetycznych, stwierdził, że oczywiście mają, a ropa kosztowała niedawno 188 dolarów za baryłkę (faktyczny rekord wszech czasów to nieco ponad 148 dolarów za baryłkę), a do końca roku ropa „będzie kosztowała”(!) 200 dolarów za baryłkę.
Stwierdziłem, że się myli co do historycznej ceny ropy i mogę się z nim założyć w tym temacie o dowolną kwotę pieniędzy. Agent, który chwalił się wcześniej, że jest kierownikiem oddziału, twardo stał jednak przy swoim i postanowił podeprzeć się autorytetem swojego przełożonego. Wykonał więc telefon i przekazał mi słuchawkę. W rozmowie z „szefem szefa” postanowiłem przestać udawać zdezorientowanego klienta, który wierzy w każde słowo faceta w garniturze i powiedziałem wprost co sądzę o niekompetencji jego pracownika, od którego, jakby nie patrzeć, zależy los pieniędzy jego klientów. Oparłem się na przykładach z rozmowy, przytoczonych powyżej. – Każdy może się przejęzyczyć – usłyszałem. „Szef szefa” zaczął tłumaczyć swojego pracownika, sam stwierdził przy tym, że ropa już kosztowała(!) 200 dolarów za baryłkę. Na pytanie kiedy konkretnie, również nie uzyskałem odpowiedzi.
Po około 5-minutowej rozmowie telefonicznej usłyszałem: „rzadko zdarza się, że klient posiada tak bogatą wiedzą. Czy może chciałby pan u nas pracować?”… To się nazywa ekstremalna selekcja… Mój znajomy, który zaaranżował całe spotkanie, dostał od nich ofertę pracy, podając agentowi, którego przyprowadził, kanapkę w McDrive… Wcześniej dowiedziałem się, z zastrzeżeniem, że jest tak wszędzie, że aby zdobyć pracę w takiej firmie należy mieć maturę i zaświadczenie o niekaralności… Osoba, która przedstawiała mi ofertę firmy mogła pochwalić się wykształceniem prawniczym, rokiem stażu w firmie, 17 pracownikami pod sobą i … bogatą wiedzą z zakresu ekonomii i finansów ;)
Gdy „na do widzenia” wymieniliśmy się wizytówkami, agent przytomnie ostrzegł mnie, że jeśli zechcę napisać cokolwiek na temat naszej rozmowy używając jego danych osobowych, to pozwie mnie do sądu :) Zupełnie niepotrzebnie. Cała opisana sytuacja nie jest żadnym odstępstwem od normy. Tak wygląda poziom wiedzy przeciętnego agenta, przedstawiciela, doradcy finansowego, sprzedawcy usług finansowych w Polsce. Wynika to ze struktury zatrudnienia w takich firmach - pośrednikiem może być każdy!
Mam znajomych, którzy bawią się w doradców finansowych w najróżniejszych instytucjach (nie są to banki), a ich poziom wiedzy o finansach i inwestycjach jest żenująco niski. Najczęściej są to studenci w ten sposób dorabiający, a ich klienci w ten sposób tracący. Bo tak naprawdę, aby być na tym polu skutecznym nie trzeba mieć wiedzy, tylko tupet, pamięć do formułek i zdolności do manipulacji, czyli wszystko to co posiada dobry akwizytor.