(UWAGA NA OCZY!) ZUS niedługo zbankrutuje przez kryzys finansowy, który przyjdzie do nas ze Stanów, gdzie wszyscy ludzie przestali nagle spłacać kredyty hipoteczne. Przyczyną kryzysu hipotecznego jest taniejący dolar, spadek poziomu życia w Stanach i nasilająca się emigracja z tego kraju.
Jedyną szansą, aby godnie żyć na starość jest oszczędzanie w III filarze. Najlepszą inwestycją jest długoterminowe lokowanie kapitału w fundusze inwestujące w państwach BRIC, lub oparte na polskim WIG-u 20. A co to jest WIG20? To indeks najbardziej zyskownych i posiadających najlepsze perspektywy spółek na warszawskiej giełdzie, który jest codziennie weryfikowany i korygowany o coraz lepsze spółki. Dobrym pomysłem jest też inwestowanie w fundusze oparte na surowcach. Dla przykładu: ropa niedawno kosztowała już 188 dolarów za baryłkę, a do końca roku na pewno będzie kosztować 200 dolarów.
Od inwestycji, ale nie tylko, każdy musi płacić podatek dochodowy, zwany też podatkiem Belki. Został on wprowadzony w 1989 roku przez ówczesnego prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę. Wynosi on 19 proc. w pierwszym progu, a w drugim 32 proc. Płaci się go od wszystkiego - pensji pracowniczej, pracy zleconej, zysków przedsiębiorców, zysków z giełdy i lokat . . . Co to za bzdury? Nieliczne, z tych które usłyszałem od przedstawiciela “jednej z największych firm finansowych w Europie“.
_______________________________________________________________________
Wczoraj mój znajomy umówił się ze mną na spotkanie. Na spotkanie jednak nie przyszedł sam. Przyprowadził ze sobą przedstawiciela pewnej dużej europejskiej firmy z branży finansowej, pierwsza liga. Jak się potem okazało celem spotkania była rozmowa o „mojej finansowej przyszłości”. Ponieważ nie jestem zainteresowany III filarem obsługiwanym przez pośrednika, a wolę go sobie sam zbudować, pomyślałem, że rozmowa ta będzie dobrą okazją, aby przekonać się jakimi metodami, aby skusić klienta, posługują się przedstawiciele instytucji finansowych.

Postanowiłem więc, przynajmniej na początku rozmowy ograniczyć się jedynie do zadawania prostych pytań, nie wykraczających daleko poza pole zainteresowania przeciętnego klienta. Zaczęło się od prezentacji firmy, która jest „jedną z największych instytucji finansowych w Europie” z 11 milionami klientów, a jej prezes to człowiek sukcesu, który otrzymał niedawno tytuł człowieka roku. Na naiwne pytanie kto mu go przyznał, nie otrzymałem jednak odpowiedzi.
To co mnie mocno zirytowało to próby stosowania wobec mnie prymitywnej manipulacji. Zadano mi np. pytanie ile mógłbym miesięcznie przeznaczać na wpłaty do funduszu. Wskazałem pierwszą okrągłą kwotę jaka przyszła mi na myśl, czyli 1 000 zł miesięcznie. W reakcji otrzymałem wyrazy najgłębszego zdziwienia i zapewnienie, że z taką wartością wpłat, należałbym do najbardziej elitarnych klientów firmy… Pozory ekskluzywności próbowano stwarzać również później, gdy proponowano mi 8-letnią inwestycję w fundusz, gdzie kwota minimalnej wpłaty wynosiła 10 000 zł, jako ofertę „tylko dla wybranych”.
Inna manipulacja dotyczyła telefonu komórkowego. Przed rozpoczęciem rozmowy, agent zapytał, czy nie mam nic przeciwko temu, jeśli w czasie spotkania odbierze komórkę, bo czeka na ważny telefon od szefa. Gdy telefon faktycznie zadzwonił (dzwonek dźwiękowy oczywiście, po co używać wibracji?) w równo 30 min. od rozpoczęcia spotkania, przedstawiciel grzecznie mnie przeprosił i zapytał czy może odebrać. Nie odchodząc nigdzie, rzucił tylko do słuchawki „przepraszam szefie, nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie z klientem, zadzwonię później”. Czy przez to, że spławił swojego szefa, „klient” miał się poczuć ważny? Czy był to faktycznie telefon, czy tylko ustawiony wcześniej budzik, tego nie dowiem się pewnie nigdy…
Więcej na temat manipulacji stosowanych przez pośredników finansowych można przeczytać tutaj:
Model Miltona – wybrane struktury lingwistyczne
Tymczasem, cała rozmowa przebiegała według schematu i za nic nie dało się przekonać agenta, aby przeszedł bezpośrednio do konkretów. Schematy, symulacje, retoryczne pytania, sugestie, roztaczanie wizji „złotych gór” – na wysłuchanie tego bełkotu straciłem około godziny.
Gdy w końcu przeszliśmy do konkretów zaczęło się najlepsze. Dowiedziałem się wielu, nowych ciekawych rzeczy, które wywróciły do góry nogami moją dotychczasową wizję rynków finansowych… Część z nich przytoczyłem już we wstępie. Usłyszałem też kilka złotych myśli, które przedstawiciel ubezpieczyciela w swej szczodrości postanowił mi zdradzić. Oto kilka z nich: „gdy na giełdzie spada, to się cieszę, bo mogę kupić jeszcze więcej jednostek uczestnictwa”, a gdy rośnie – zapytałem, „a to cieszę się jeszcze bardziej”. Dowiedziałem się, że w trakcie bessy „nie spada wartość twoich pieniędzy, tylko jednostek uczestnictwa, twoje pieniądze są bezpieczne” oraz, że „na giełdzie w długiej perspektywie tylko się zyskuje”. Ponadto otrzymałem ofertę wejścia w 8-letni produkt z gwarancją zwrotu całej wpłaconej kwoty w razie niepowodzenia inwestycji. „Nie ma żadnego ryzyka, nic nie możesz stracić” zapewniał. Gdy zapytałem – a co z inflacją, lekko zirytowany już agent odpowiedział „nie zajmujmy się teraz drobiazgami”…
Pan, który poświęcał mi swój cenny czas okazał się również ekspertem od bezpośrednich inwestycji rynkowych. Wymyślił nowy indeks giełdowy: TOP50, który ponoć publikuje GPW. Jednak wyjątkowo mocno zachwalał fundusz oparty na WIG20. Gdy zapytałem, czy zna jakieś spółki wchodzące w jego skład, powiedział, że nie da się ich wymienić, ponieważ „jego skład zmienia się zbyt dynamicznie”. Przy pytaniu, czy mają w ofercie fundusze oparte na rynku surowców energetycznych, stwierdził, że oczywiście mają, a ropa kosztowała niedawno 188 dolarów za baryłkę (faktyczny rekord wszech czasów to nieco ponad 148 dolarów za baryłkę), a do końca roku ropa „będzie kosztowała”(!) 200 dolarów za baryłkę.
Stwierdziłem, że się myli co do historycznej ceny ropy i mogę się z nim założyć w tym temacie o dowolną kwotę pieniędzy. Agent, który chwalił się wcześniej, że jest kierownikiem oddziału, twardo stał jednak przy swoim i postanowił podeprzeć się autorytetem swojego przełożonego. Wykonał więc telefon i przekazał mi słuchawkę. W rozmowie z „szefem szefa” postanowiłem przestać udawać zdezorientowanego klienta, który wierzy w każde słowo faceta w garniturze i powiedziałem wprost co sądzę o niekompetencji jego pracownika, od którego, jakby nie patrzeć, zależy los pieniędzy jego klientów. Oparłem się na przykładach z rozmowy, przytoczonych powyżej. – Każdy może się przejęzyczyć – usłyszałem. „Szef szefa” zaczął tłumaczyć swojego pracownika, sam stwierdził przy tym, że ropa już kosztowała(!) 200 dolarów za baryłkę. Na pytanie kiedy konkretnie, również nie uzyskałem odpowiedzi.
Po około 5-minutowej rozmowie telefonicznej usłyszałem: „rzadko zdarza się, że klient posiada tak bogatą wiedzą. Czy może chciałby pan u nas pracować?”… To się nazywa ekstremalna selekcja… Mój znajomy, który zaaranżował całe spotkanie, dostał od nich ofertę pracy, podając agentowi, którego przyprowadził, kanapkę w McDrive… Wcześniej dowiedziałem się, z zastrzeżeniem, że jest tak wszędzie, że aby zdobyć pracę w takiej firmie należy mieć maturę i zaświadczenie o niekaralności… Osoba, która przedstawiała mi ofertę firmy mogła pochwalić się wykształceniem prawniczym, rokiem stażu w firmie, 17 pracownikami pod sobą i … bogatą wiedzą z zakresu ekonomii i finansów ;)
Gdy „na do widzenia” wymieniliśmy się wizytówkami, agent przytomnie ostrzegł mnie, że jeśli zechcę napisać cokolwiek na temat naszej rozmowy używając jego danych osobowych, to pozwie mnie do sądu :) Zupełnie niepotrzebnie. Cała opisana sytuacja nie jest żadnym odstępstwem od normy. Tak wygląda poziom wiedzy przeciętnego agenta, przedstawiciela, doradcy finansowego, sprzedawcy usług finansowych w Polsce. Wynika to ze struktury zatrudnienia w takich firmach - pośrednikiem może być każdy!
Mam znajomych, którzy bawią się w doradców finansowych w najróżniejszych instytucjach (nie są to banki), a ich poziom wiedzy o finansach i inwestycjach jest żenująco niski. Najczęściej są to studenci w ten sposób dorabiający, a ich klienci w ten sposób tracący. Bo tak naprawdę, aby być na tym polu skutecznym nie trzeba mieć wiedzy, tylko tupet, pamięć do formułek i zdolności do manipulacji, czyli wszystko to co posiada dobry akwizytor.

Ciekawy i prawdomówny!:)
Aegon?
Witam,
jedna rzecz bardzo mnie zaintrygowała w pańskim blogu. Czytało mi się go płynnie aż doszedłem do miejsca gdzie nie ustosunkował sie pan do rzekomo błednych złotych myśli “doradcy”
- gdy na giełdzie spada, to się cieszę, bo mogę kupić jeszcze więcej jednostek uczestnictwa - w przypadku TFI lub funduszy indeksowych taka strategia się jak najbardziej sprawdza w końcu jest to jak kupowanie indeksu. Chętnie przeczytam dlaczego się pan z tym nie zgadza.
-na giełdzie w długiej perspektywie tylko się zyskuje - no to już chyba zostało udowodnione naukowo? Były okresy stagnacji gdzie klient rzez parenaście lat mógł być stratny jednak w perspektywie parudziesięciu lat (rynków globalnych) wychodził zawsze na plus. Czy to nie jest tak że inwestując na tak długi czas stawiamy po prostu na rozwój cywilizacji? Nie wyobrażam sobie żeby cywilizacja i z nią indeksy stanęły w miejscu. Chętnie poczytam co jest nie tak z tym twierdzeniem.
pozdr
Łukasz
poziom wiedzy przedstawiciela, “techniki manipulacji” i oferowane produkty wskazują wg mnie na “specjalistę” z firmy “bez-wizji”
Ciekawy wpis na blogu. A czy firma bez wizji? Nie sadze, oni nie maja 8 letnich programow z tak niska skladka :)
Panie Łukaszu,
“cieszę się, gdy spada” - oczywiście strategia kupowania w czasie przeceny jest poprawna, ale w tym kontekście zakładamy, że akumulowaliśmy jednostki już wcześniej. W sytuacji, gdy przysłowiowo jesteśmy “zapakowani” w akcje, żaden inwestor nie będzie cieszył się z przeceny i możliwości uśrednienia cen jednostki w dół
“na giełdzie w długiej perspektywie tylko się zyskuje” - proszę powiedzieć to inwestorom z Japonii, gdzie od prawie 25 lat giełda znajduje się w trendzie spadkowym. Dodatkowo nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy w perspektywie kilku dekad nie czeka nas wielkie kryzys finansowy, załamania gospodarcze, czy konflikty światowe, które zachwieją globalną ekonomią. Proszę dodać do tego inflację oraz koszt alternatywny zamrożonego kapitału na kilkadziesiąt lat, a okaże się, że jaką sumą będziemy dysponować na emeryturze może przewidzieć tylko wróżka, lub… niekompetentny doradca..
pozdrawiam
Jarek Ryba
Przeczytałem z zainteresowaniem ten wpis. Przyznam, że jestem zatrudniony jako doradca :) Ale przyznam także, że od 10 lat inwestuję na GPW, a dziś jestem na 2-letnim studium przed złożeniem egzaminu na doradcę inwestycyjnego. Staram się czytać analizy, komentarze, opinie. Z przykrością zgadzam się z opinią o poziomie “zawodu doradcy”. Nawet w mojej firmie boli mnie, jak słucham komentarzy pani, która mając 50, 60 lat została doradcą finansowym. To na ten temat.
Jednakże sądzę, że jest Pan zbytnim pesymistą. Jako przykład podaje Pan Japonię. A dlaczego nie Stany Zjednoczone? Tam jest zupełnie inny trend. Zgodzi się Pan ze mną, że w Polsce nie ma funduszy, które by inwestowały na giełdzie w Tokio. Poza tym pisze Pan o inflacji, o spadkach. Ale inflacja uderzy także tych, których pieniądze są gromadzone w obligacjach lub wątpliwej jakości lokatach.
Osobiście jestem zwolennikiem - nawet teraz - lokowania swoich pieniędzy w fundusze. Jakie - to zależy od podejścia do ryzyka. Jeśli mam klienta, który chce inwestować budujemy portfel oparty na 3-ch walutach (PLN, USD, EUR). W ciągu mojej pracy nie zdarzyło się, aby zadzwonił ktoś do mnie z pretensjami. Co kwartał obdzwaniam wszystkich i informuję o stanie ich inwestycji. Nie wmawiałem “złotych gór”, ale podkreślałem, że regularne oszczędzanie (w przypadku, gdy ktoś nie posiada dużego kapitału i czasu, aby się tym zająć) jest najlepszym na dziś rozwiązaniem.
Zatem nie generalizował bym. W ten sposób wrzuca się tych dobrych i złych do jedno worka, a to jednak krzywdzące. (Kupując przeterminowany ser nie powiemy, że cały nabiał jest do niczego i nie należy go kupować; trafiając na prawnika, który bardziej od pomocy drugiemu człowiekowi liczy tylko ile zarobi nie powiemy, że wszyscy są beznadziejni, a w Polsce nie ma dobrych adwokatów). Zawód doradcy finansowego jest jeszcze w powijakach, ale trzeba mieć nadzieję, że i na tym polu dojdzie do ostrych redukcji zawodowych.
Serdecznie pozdrawiam i życzę lepszych doświadczeń z wspominaną grupą zawodową.
Panie Stanisławie,
staram się unikać pisania na blogu o rzeczach oczywistych. Za taką uważam to, że wśród doradców i wszelkiej maści pośredników są również osoby kompetentne, od którym sam mógłbym się wiele nauczyć. Oczywiście. Sygnalizuję tylko pewien problem, nie uciekam w generalizację. Uważam to zjawisko za niebezpieczne, szczególnie dla najsłabszych na rynku inwestorów indywidualnych, którzy często nie posiadają żadnej wiedzy o inwestowaniu i przez psychotechniczne sztuczki doradców ryzykują oszczędnościami życia, nie mając świadomości o ryzyku. Wynika to z prostej sprzeczności interesów. Sprzedawcy nie zależy na tym, aby klient był poinformowany o ryzyku, ponieważ zmniejsza to jego szansę na sprzedanie mu czegokolwiek. Częściej mamy do czynienia właśnie z manipulacją, kłamstwem i mówiąc wprost oszustwem, niż brakiem wiedzy doradców, którzy wciskają usługi, za które otrzymają najwyższą prowizję sprzedażową. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, ponieważ najczęściej najwyższa prowizja przyznawana jest za sprzedaż najmniej popularnych i najmniej korzystnych dla klienta “produktów” finansowych.
Pisząc o przykładzie giełdy japońskiej, w żadnym wypadku nie sugeruję, że podobny scenariusz czeka polską, czy jakąkolwiek inną giełdę, bo nie udzielam w tym momencie porad inwestycyjnych. Zwracam po prostu uwagę na to, że nie został dopełniony przez agenta obowiązek poinformowania klienta o potencjalnym ryzyku, choćby było bardzo małe. Słyszałem wprost “nie ma żadnego ryzyka”. Czy aby na pewno żadnego?
Cieszy, że są osoby, które rzetelnie podchodzą do swojej pracy stawiając dobro klienta na pierwszym miejscu. Życzę powodzenia w trakcie egzaminu na doradcę inwestycyjnego.
pozdrawiam
Jarek Ryba
witam,
jako, ze “na swoj sposob” pracuje w bankowosci i zajmuje sie sprzdaza generalizowanie Pana Autora jest bardzo krzywdzace.
moim (nieco skromnym) zdaniem poslugiwanie sie tzw. powszechna prawda, np.: - “…mam znajomych, którzy bawią się w doradców finansowych w najróżniejszych instytucjach (nie są to banki), a ich poziom wiedzy o finansach i inwestycjach jest żenująco niski. Najczęściej są to studenci w ten sposób dorabiający, a ich klienci w ten sposób tracący. Bo tak naprawdę, aby być na tym polu skutecznym nie trzeba mieć wiedzy, tylko tupet, pamięć do formułek i zdolności do manipulacji, czyli wszystko to co posiada dobry akwizytor” - jest manipulacja i to bardzo krzywdzaca. ja zajmuje sie finansami klientow ponad 8 lat i wlozylem w to duzo siebie stad tez proponuje profesjonalnie podchodzic do swego zawodu.
pozdrawiam
ps. tak przez ciekawosc, bo nie sledze Pana zyciorysu, gdzie moge sie dowiedziec o transakcji na gieldzie 11nasto latka:-)
Szanowny Panie Jarku,
czytając Pana artykuł (używam tego słowa tylko z grzeczności bo powyzsze niewiele ma z tym wspólnego) pewnie powinienem odczuć niechęć i wrogość wobec nieprofesjonalnych, niedouczonych i Bóg wie jak jeszcze powinienem nazwać agentów czy pośredników firm ubezpieczeniowych. Cóż, stało się jednak coś zupełnie innego, zrozumiałem, iż czytany i lubiany przeze mnie portal bankier.pl - za między innymi swobodę wypowiedzi jego autorów (pomimo dużej dawki subiektywizmu) w gesti ogólnie rozumianych finansów, tworzony jest przez zadufanych w sobie, wierzących w swoją nieomylność, mających wyobrazenie ponadprzecietnej wiedzy kolesi. Ja drogi kolego mam troszeczkę więcej doświadczenia i choć nie studiowałem politologii to ukończyłem w sumie 5 fakultetów (w tym 2 w jednej z najbardziej uznanych uczelni o charakterze ekonomicznym w USA) a pomimo to nigdy, ale to nigdy nie podejmę się publicznej oceny kompetencji, predyspozycji i przygotowania poszczególnych analityków, doradców finansowych czy inwestycyjnych do wykonywania swojego zawodu. Skoro wykonał Pan swoją pierwszą transakcję mając 11 lat, zna Pan pewnie podstawową zasadę rynku kapitałowego (wynika ona dokładnie z zasad efektywności rynku) - każda informacje znajdująca swoje ujście na jakimkolwiek rynku wyróżniają 3 aspekty - subiektywizm, subiektywizm i subiektywizm. I tylko od jej odbiorcy zależy w jakim kontekst ją wstawi i odpowiednio wykorzysta bądź odrzuci. Pan natomiast stara się stawiać ponad tymi zasadami rynku, wierząc w swoją wiedzę i nieomylność, która daje Panu prawo do oceny innych w tak płynnej materi jaką jest rynek finansów (uzasadniając rację swojego bytu studiami z zakresu politologi) To przykre Panie Jarku……….
Szanowny aXXXa,
zakładam, że myślenie stereotypami nie jest domeną ludzi inteligentnych i gdy piszę, że taki stan rzeczy jest w Polsce normą, czytelnik zrozumie, że nie oskarżam wszystkich pośredników o niekompetencję, ale stwierdzam, że zjawisko jest po prostu powszechne. Czy każdemu z Państwa, który poczuł się dotknięty, krytyką kolegi po fachu mam pisać, że Ich ta krytyka nie dotyczy, bo nie oceniam faktycznych kompetencji całej grupy, ale zwracam uwagę na, liczne niestety, ekstrema?
Więcej na temat dzieci na giełdzie może Pan dowiedzieć się z wpisu na moim blogu pt. bodajże “Najlepsza giełdowa inwestycja”.
Szanowny Dabie,
gratuluję wspaniałej ścieżki edukacji, która zrobiła na mnie tak niesamowite wrażenie, że nie jestem do końca pewny, czy z moim marnym wykształceniem, nie związanym dodatkowo z tą “płynną materią jaką jest rynek finansów”, uda mi się poprawnie sformułować dalszą część wypowiedzi. Spróbujmy. Z jednej strony ucieszyłem się, że człowiek z Imperium Stanów Zjednoczonych z tak bogatą wiedzą zaszczycił mój skromny blog swoją obecnością, a w dodatku jest tak łaskawy, że “nie podejmuje się publicznej oceny kompetencji, predyspozycji i przygotowania poszczególnych analityków, doradców finansowych czy inwestycyjnych do wykonywania swojego zawodu”. Dobre wrażenie zatarte zostało niestety przez to, że zaraz w następnych zdaniach podjął się Pan publicznej oceny moich kompetencji, predyspozycji i przygotowania do wykonywanego zawodu.
Ponadto tym razem Pan ucieka się do nieuzasadnionej generalizacji rozciągając rzekomą arogancję, impertynencję i zadufanie autora tego bloga na całą redakcję Bankier.pl. Wierzę, że to tylko osobista uraza spowodowana krytyką zawodu, który zapewne jest Panu bliski, a nie ogólna życiowa postawa.
pozdrawiam
Jarek Ryba
ja tylko odnosnie wszystkich fanów “ze w dlugim okresie indeksy rosna”..czy kupno spolek z wig20 w 1995 roku dało równie duzy zysk jak inwestycja w indeks ??…, uniwersal i inni cesarzowie spekulacji - duzo firm zniknelo z powierzchni ziemi bedac niegdys w roznych indeksach; co tyczy sie i polski i zagranicy
Dla mnie największym dramatem nie jest wcale to, że są niekompetentni doradcy finansowi. W każdej grupie zawodowej znajdą się bardziej i mniej kompetentne osoby. Dramatem jest to, że tylko znikomy odsetek Polaków byłby w stanie rozpoznać oczywiste bzdury, o których wspomniałeś. Przedsiębiorczość to w szkole zapchajdziura, o giełdzie przeciętny Polak nie ma pojęcia, o funduszach tyle co powiedział mu “pan Józek spod szóstki”. No i skąd ma ten biedny człowiek wiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak TOP50, a kursu ropy nie przewidzi nikt, a już na pewno tak dużych odchyleń. Kiedy przychodzi do niego facet w garniturze, rzuci parę fachowych, niezrozumiałych terminów i roztoczy perspektywy wielkich zysków, to skąd taki Kowalski ma wiedzieć, że to wał? Edukujmy się i edukujmy młodych, to źli doradcy, czy to niekompetentni czy kompetentni a nabijający nas w butelkę, nie będą mieli czego szukać.
…i z tym ostatnim mogę się zgodzić.
Drodzy Doradcy Finansowi, nieco dystansu. Eliminowanie dyletantów z własnych szeregów leży w Waszym własnym interesie, czyż nie?
Własne doświadczenie podpowiada mi, że zaiste - na rynku mnóstwo ludzi bez kompetencji, za to z dobrymi chęciami (czytaj - targety ustawione przez kierowników) i głowami naładowanymi kompletem sztuczek. Które, na dłuższą metę, grają przeciw nim. Wiem, widać mam pecha. Ale przynajmniej nie obrażam się za każde słowo krytyki ;-)
Ten doradca który jest obiektem żartów ma prawdopodobnie skuteczność zbliżoną do większości doradców o gruntownej wiedzy o rynkach kapitałowych.
““cieszę się, gdy spada” - oczywiście strategia kupowania w czasie przeceny jest poprawna, ale w tym kontekście zakładamy, że akumulowaliśmy jednostki już wcześniej. W sytuacji, gdy przysłowiowo jesteśmy “zapakowani” w akcje, żaden inwestor nie będzie cieszył się z przeceny i możliwości uśrednienia cen jednostki w dół”
Panie Jarku, tym wyjaśnieniem zdemaskował się Pan całkowicie, kupowanie na spadkach, uśrednianie w dół, znam doskonale te pieśni. Zaczynam podejrzewać że nie trafił Pan głupszego od siebie, tylko całą historyjkę wyssał z palca.
No, to pewnie EFEKT. Tak zwane ‘doradztwo finansowe’.
No cóż. Prawda i tylko prawda ;)
EFECT, I WSZYSTKO JASNE..
również obstawiam, że Efect :)
Miałem kiedyś ciekawą sytuację. Dzwonił do mnie agent “wielkiej instytucji finansowej” i próbował się umówić na rozmowę. Jestem strasznie zabiegany (prowadzę własną działalność) i nie mogłem znaleźć dla tego człowieka czasu. Po kilkunastu telefonach - nawet w nocy (trzeba mieć tupet żeby tak zawracać komuś głowę!) zdenerwowałem się i zapytałem:
- Skąd Pan ma mój numer? Kto go Panu dał?
- Znalazłem w panoramie firm.
- A to dziwne bo nie dawałem ogłoszenia do panoramy firm - jeżeli mamy się okłamywać na samym początku to nie ma sensu żeby Pan dzwonił!!!
Rzeczywiście przestał dzwonić - dostałem tylko kilka smsów z przeprosinami, że mu się pomyliło i że serdecznie żałuje.. Osobiście tylko się zraziłem do przedstawicieli tego zawodu. Nie sądziłem że można manipulować klientami w tak bezczelny i durny sposób.
Pozdrawiam wszystkich doradców i pseudo doradców.
Tak jestem studentem i mieszkam w akademiku razem z trzema takimi doradcami finansowymi. Dwóch z 4 roku historii a jeden z 3 fizyki :|
Ach wspomnienie Amwaya. Pamiętam tych bardzo dalekich znajomych, którzy ni z gruszki ni pietruszki chcieli sie ze mna umówić w sprawie pewnego “biznesu”.
Te same żenujące metody dla mało rozgarniętych/podatnych na tanią manipulację, będących w większości niestety.
Novision wedlug mnie
Świetny artykuł :)
Facet, jaja sobie robisz? Podatek Belki wprowadzony w 1989 roku? Podatek Belki to to samo co podatek dochodowy? Wez ty sie za nauke zamiast cos napiszesz.
A Ty, facet, jaja sobie robisz czy nie umiesz czytać ze zrozumieniem?
>> From: Micha?? ***
Proszę napisać ofertę jeszcze raz, tym razem z domeny aegon.pl zamiast z interii.
Pozdrawiam.
Micha?? *** pisze:
> Dzień Dobry Tak jak się umawialiśmy w rozmowie telefonicznej w załączniku przesyłam informacje o firmie AEGON. Pozdrawiam Specjalista firmy AEGON Michał *** Tel.501-***-*** http://www.aegon.pl
>
>
> ———————————————————————-
> Galeria absurdow.
> zobacz >>> http://link.interia.pl/f1e5e
Nie odezwał się już. :)
Witam, zgodzę się z tym że ‘doradca-akwizytor’ był niekompetentny, szkoda że tacy ludzie psują opinię całej branży.
Ktoś jest albo przedstawicielem ubezpieczeniowo-finansowym albo akwizytorem, Ty opisałeś tylko ten drugi przykład. Natomiast odniosłem wrażenie że pisząc ten tekst, zachowałeś się trochę jak ów nieszczęśnik - uogólniłeś całość i pominąłeś jak sam to ująłeś “pisanie o rzeczach oczywistych” - czyli to że są również ludzie “kompetentni” w tej branży.
ps. “zakładam, że myślenie stereotypami nie jest domeną ludzi inteligentnych i gdy piszę, że taki stan rzeczy jest w Polsce normą, czytelnik zrozumie, że nie oskarżam wszystkich pośredników o niekompetencję, ale stwierdzam, że zjawisko jest po prostu powszechne.”
To trochę jak w drugim linku z tego artykułu.
Pozdrawiam
na 100% NOVISION, słyszałem już praktycznie identyczną gadkę od mojego “kolegi” z tej pseudo-firmy
swietny tekst, ubawilem sie po pachy :)
Jestem doradcą i zgadzam sie w 100% ;D
Dlaczego nie lubimy agentów?
Jak zostać rentierem? KIm jest rentier?
Czym jest MLM?
Blog finansowy.
Zapraszam do dyskusji.
http://www.grandblog.pl
We guarantee our Rolex Watch and Rolex Luxury Replica Watches aren’t just a simple imitation. We use the same fine materials and technology that the original does. Each Rolex Watch produced is examined carefully by our quality test department and every watch is inspected again before being moved out from our warehouse. It is our heartfelt desire that you do experience the joy of shopping when buying one of our Rolex Luxury Fake Watch at our site. We guarantee high quality
and favorable price we offer. Best service you will receive from us. Any question please contact with us, we are happy to service for you .