Blog red/akcyjny

Giełda jest jedynym znanym narzędziem wyceny marzeń

Archiwum: listopad 2009

2009-11-03 0:07

Inteligencja emocjonalna w biznesie

- Nauczymy się dzisiaj rozwijać naszą zdolność empatii, odczuwać rezonans emocjonalny i pogłębić samoświadomość – nie Drogi Czytelniku, nie jesteśmy na spotkaniu Hare Kriszna, ale na szkoleniu biznesowym…

Miałem wątpliwą przyjemność brać udział w półrocznych warsztatach, na których uczono mnie jak być “liderem” i rozwijać swoją „inteligencję emocjonalną“. Wrażenia? Niezmierzone pokłady wrażliwości, które w sobie odkryłem, każą mi współczuć każdemu kto za takie szkolenia zapłacił z własnej kieszeni. Natomiast moje poszukiwania inteligencji emocjonalnej zakończyły się sukcesem. Poszperałem, poczytałem i doszedłem do wniosków, do których dochodzi chyba każdy racjonalnie i umiarkowanie krytycznie nastawiony do świata człowiek: inteligencji emocjonalnej nie ma.

Samo pojęcie „inteligencja emocjonalna“ wyrosło na gruncie nowej fali amerykańskiej psychologii lat 80. Inteligencja emocjonalna wydaje się być odpowiedzią na ekskluzywne właściwości stosowanych w tamtym czasie na szeroką skalę testów inteligencji. Skutkiem powszechnych badań poziomu inteligencji za pomocą testów IQ stała się hierarchiczna stratyfikacja społeczna.

Ponieważ, inteligencja to jedyna rzecz, którą każdy człowiek uważa, że ma w wystarczającej ilości, pojawiła się duża grupa ludzi w swoim mniemaniu pokrzywdzonych z powodu uzyskania niskich lub przeciętnych wyników ilorazu inteligencji (tu pojawia się popyt). Stali się oni naturalnymi klientami naukowców takich jak Howard Gardner, który w swojej książce „Inteligencje wielorakie“ przedstawił siedem nowych rodzajów inteligencji (a tu podaż).

W ten sposób każdy mógł zaspokoić swoją potrzebę próżności przez uzyskanie wysokich not w przynajmniej jednym z nowych rodzajów „inteligencji“. Teoria ze względu na swoją innowacyjność trafiła na podatny grunt. Pojawiło się wielu „naukowców“ zainteresowanych rozwijaniem nowej „dziedziny wiedzy“, a zarazem budowaniem swojego dorobku w nowo powstałej gałęzi „nauki“. Jednym z nich był Daniel Goleman, który spopularyzował swoją „inteligencję emocjonalną“, a następnie „inteligencję społeczną“, które dotarły również do Polski.

Zasadnicza różnica pomiędzy tradycyjną inteligencją a inteligencją emocjonalną polega na różnicy w sposobie nabywania obu. O ile klasyczna inteligencja zależy głównie od naturalnych predyspozycji, a jej modyfikacja w ciągu życia niemalże nie zachodzi, o tyle inteligencja emocjonalna może być rozwijana w zasadzie bez ograniczeń. Jest to jeszcze jedna zasadnicza cecha inteligencji emocjonalnej, która ma spełniać rolę kompensacyjną dla osób posiadających niesatysfakcjonujący poziom IQ. Ponieważ inteligencji emocjonalnej można się nauczyć, nikt nie może czuć się wykluczony z grona osób potencjalnie wybitnych.

Czym zatem jest inteligencja emocjonalna? Prawdopodobnie nie jest inteligencją samą w sobie, a raczej zdolnością do uczenia się zasad interakcji interpersonalnych i społecznych. Premiuje zachowania ekstrawertyczne i konformistyczne. Wobec tego, że jest to umiejętność poznania i stosowania się do zasad panujących w danym społeczeństwie trudno mówić o uniwersalnej inteligencji emocjonalnej, ponieważ społeczeństwa w czasie i przestrzeni różnią się między sobą znacznie. Osoba o zdiagnozowanym wysokim poziomie inteligencji emocjonalnej żyjąca w dzisiejszych USA, w XI w. Japonii uważana byłaby w najlepszym przypadku za niezrównoważoną, a nawet za osobę socjopatyczną. Inaczej jest z inteligencją jako taką, która jako uniwersalna umiejętność przyswajania i wykorzystywania wiedzy oraz twórczego myślenia, zawsze przynosi korzyści.

Wiele kontrowersji przy definiowaniu zagadnienia nowych rodzajów inteligencji, w tym emocjonalnej, wzbudza metodologia badawcza, a raczej brak jej ugruntowania. Nie ma konsensusu co do obiektywnych narzędzi badawczych, które mogłyby przysłużyć się poznaniu rzekomego fenomenu inteligencji emocjonalnej. Większość testów i kwestionariuszy nie może być uznana za obiektywne, a wyniki takich badań nie poddają się falsyfikacji.

Czy zatem warto poświęcać czas i pieniądze na rozwijanie w sobie zdolności, które powinniśmy nabyć w zwykłym procesie socjalizacji? Być może takie szkolenia mają wartość terapeutyczną dla zabieganych managerów, albo są dobrym pretekstem do integracyjnego wyjazdu, ale czy podnoszą skuteczność w biznesie?

W następnej notce opiszę jak takie warsztaty z zakresu psychologii osobowości, szczególnie pod kątem mojej oceny użyteczności w biznesie, wyglądały w praktyce. Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach wszystkich, a szczególnie osoby związane jakoś z biznesem miękkich szkoleń biznesowych.