<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>Blog red/akcyjny</title>
	<atom:link href="http://yarecki.blogbank.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://yarecki.blogbank.pl</link>
	<description>Giełda jest jedynym znanym narzędziem wyceny marzeń</description>
	<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 14:18:51 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.6.3</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Czy warto lecieć na Pandorę?</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/30/czy-warto-leciec-na-pandore/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/30/czy-warto-leciec-na-pandore/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 01:56:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/?p=130</guid>
		<description><![CDATA[


Fabuła Avatara, nowego filmu Jamesa Camerona, opiera się na konflikcie o złoża surowca zwanego Unobtainium znajdującego się na odległej Pandorze. Jak dowiadujemy się z treści filmu, kilogram tego metalu kosztuje na Ziemi 20 mln dolarów. Oznacza to, że cena 1 uncji surowca to 622 070 dolarów. Wydaje się całkiem sporo, porównując do wyceny innych &#8220;pospolitych&#8221; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table border="0" cellspacing="0" width="500" align="center">
<tbody>
<tr>
<td>Fabuła Avatara, nowego filmu Jamesa Camerona, opiera się na konflikcie o złoża surowca zwanego Unobtainium znajdującego się na odległej Pandorze. Jak dowiadujemy się z treści filmu, kilogram tego metalu kosztuje na Ziemi 20 mln dolarów. Oznacza to, że cena 1 uncji surowca to 622 070 dolarów. Wydaje się całkiem sporo, porównując do wyceny innych &#8220;pospolitych&#8221; metali. Prawda?</p>
<p>Na przykład cena złota w tej chwili to 1093 dolary za uncję. Jednak trzeba pamiętać, że dzisiejszy dolar w 2154 r. będzie wart o wiele mniej. Od początku swojego istnienia do 2004 r. dolar stracił ponad 92 proc. swojej siły nabywczej, czyli tak naprawdę wartości. Oznacza to, że dwieście lat temu wartość 1 dolara odpowiadała obecnej wartości ponad 14 dolarów. </p>
<p><img src="http://www.bankier.pl/static/att/71000/2069976_dolar.png"></p>
<p>Jednak jeżeli chcemy oszacować ile będzie wart dolar za kolejne 200 lat nie możemy zastosować prostej ekstrapolacji trendu, ponieważ w historii dolara miało miejsce jedno bardzo ważne wydarzenie, które sprawiło że dolar po 1971 r. nie jest już tą samą walutą co wcześniej. Chodzi oczywiście o załamanie się systemu z Bretton Woods oraz zniesienie wymienialności dolara na złoto. </p>
<p><img src="http://www.bankier.pl/static/att/71000/2069976_dolar2.png"></p>
<p>Od 1971 do dzisiaj amerykańska waluta straciła 81 proc. swojej wartości i to właśnie tę tendencję wykorzystamy do próby oszacowania jego wartości w 2154 roku. Zakładając, że dolar co roku tracić będzie 4,43 proc. swojej siły nabywczej możemy wyliczyć, że za 145 lat będzie za niego można kupić tylko 0,00146659 dóbr, które można nabyć dzisiaj. Oznacza to, że aby posiąść siłę nabywczą dzisiejszego 1 dolara, w 2154 r. będziemy musieli posiadać aż 681,85 dolarów. Przekładając to na cenę złota, można oszacować wartość jednej uncji w połowie XXII w. na poziomie 745 267 dolarów, co daje prawie 24 mln dolarów za kilogram! </p>
<p>Zatem cena 20 mln dolarów za kilogram Unobtainium w 2154 r. nie robi już takiego wrażenia. Można nawet zadać sobie pytanie, czy wydobywanie tego metalu nawet w ilościach przemysłowych byłoby w stanie sfinansować zakrojoną na taką skalę wyprawę międzygwiezdną? Można mieć wątpliwości. Na pewno jednak problem ten nie dotyczy filmowców, którym inwestycja w dzieło Camerona zwróci się z nawiązką.</p>
<p>Produkcja i promocja Avatara kosztowała pół miliarda dolarów. Jednak wytwórnia i inwestorzy, którzy wyłożyli pieniądze na ten projekt mogą spać spokojnie. W pierwszy weekend wyświetlania film zarobił na całym świecie 242 miliony dolarów.</p>
<p>W Polsce pierwsze trzy dni pokazów to 315 143 widzów i 7 803 451 zł wpływów do kas kin. Oznacza to, że średnia cena biletu na nowe dzieło Camerona to niecałe 25 zł. Jest to wyższa wartość niż dla średniej ceny biletu kinowego, którą wynosi 17 zł. Różnica, pomijając wyższe ceny biletów w weekendy (Avatar premierę w Polsce miał w Boże Narodzenie, z 2 tyg. opóźnieniem w stosunku do premiery światowej) wynika z tego, że film wyświetlany jest głównie w formacie 3D.</p>
<p>To właśnie trójwymiarowa jakość obrazu może być powodem, dla którego przemysł kinowy, wbrew temu czym straszą organizacje antypirackie, nie umrze, a wręcz przeciwnie, ma szansę złapać drugi oddech. Tradycyjne kina wciąż mają ogromną przewagę nad większością zestawów kina domowego, a dzięki technologii 3D jeszcze zwiększają ten dystans. </p>
<p>Kondycja branży nie jest zła. Wystarczy powiedzieć, że mimo &#8220;wielkiego kryzysu&#8221; ten rok dla polskich kin może okazać się rekordowy - po raz pierwszy liczba sprzedanych biletów ma szansę zrównać się z liczbą mieszkańców Polski. Swoją cegiełkę do tego bardzo dobrego dla polskich operatorów kinowych okresu dołoży najnowsze dzieło Jamesa Camerona. </p>
<p><img src="http://www.bankier.pl/static/att/71000/2069988_Unobtainium.png"></p>
<p>Ciekawostka: Unobtainium to nazwa metalu wymyślonego przez inżynierów-miłośników SF jeszcze w latach 50., określająca ekstremalnie rzadki i posiadający niezwykłe właściwości hipotetycznie istniejący materiał, który z definicji jest rozwiązaniem każdego problemu konstrukcyjnego.</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/30/czy-warto-leciec-na-pandore/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Ogłoszenia parafialne</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/20/ogloszenia-parafialne/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/20/ogloszenia-parafialne/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Dec 2009 18:52:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/?p=87</guid>
		<description><![CDATA[Trwają prace modernizacyjne&#8230;
&#8230;dlatego strona może nie posiadać aktualnie pełnej sprawności. Wraz z nowym rokiem ruszamy z większą aktywnością i nowymi pomysłami ^^
Tymczasem zapraszam do zagrania w grę &#8216;korporacyjny dzień świstaka&#8217;.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trwają prace modernizacyjne&#8230;</p>
<p>&#8230;dlatego strona może nie posiadać aktualnie pełnej sprawności. Wraz z nowym rokiem ruszamy z większą aktywnością i nowymi pomysłami ^^</p>
<p>Tymczasem zapraszam do zagrania w grę &#8216;korporacyjny dzień świstaka&#8217;.</p>
<p><a href="http://yarecki.blogbank.pl/files/2009/12/obrazek-4.png"></a><a href="http://www.molleindustria.org/everydaythesamedream/everydaythesamedream.html"><img class="aligncenter size-full wp-image-100" src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2009/12/obrazek-4.png" alt="" width="500" height="179" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/20/ogloszenia-parafialne/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>20 studentów vs profesjonalni zarządzający</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/15/20-studentow-vs-profesjonalni-zarzadzajacy-tfi/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/15/20-studentow-vs-profesjonalni-zarzadzajacy-tfi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 23:01:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/?p=74</guid>
		<description><![CDATA[


Złota zasada zarządzania brzmi: „każdego nawet najbardziej doświadczonego pracownika, da się zastąpić skończoną liczbą studentów“. Dopóki stosują ją szefowie firm, mówimy o „elastycznym rynku pracy“, ale co się stanie, gdy zaczniemy ją stosować w zarządzaniu inwestycjami? Czy zarządzającego funduszem inwestycyjnym może zastąpić 20 studentów?








Doświadczalnie postanowili sprawdzić to członkowie koła naukowego „Progress“ na Uniwersytecie Łódzkim. Zamierzają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table border="0" cellspacing="0" width="500" align="center">
<tbody>
<tr>
<td>Złota zasada zarządzania brzmi: „każdego nawet najbardziej doświadczonego pracownika, da się zastąpić skończoną liczbą studentów“. Dopóki stosują ją szefowie firm, mówimy o „elastycznym rynku pracy“, ale co się stanie, gdy zaczniemy ją stosować w zarządzaniu inwestycjami? Czy zarządzającego funduszem inwestycyjnym może zastąpić 20 studentów?<br />
<BR></p>
<table border="0" cellspacing="0" width="269" align="left">
<tbody>
<tr>
<td><a href="http://vartstudios.com/~skoqpl/blog/"><img src="http://www.bankier.pl/static/att/70000/2063408_student.PNG" alt="" align="left" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>Doświadczalnie postanowili sprawdzić to członkowie koła naukowego „Progress“ na Uniwersytecie Łódzkim. Zamierzają oni przeprowadzić ogólnopolską selekcję wśród studentów (startuje dziś), aby wyłonić 20 posiadających największą wiedzę o rynkach kapitałowych, a następnie dać im pieniądze do pomnażania. Fragment oficjalnego komunikatu opisuje to w ten sposób:</p>
<p>„15 Grudnia zostanie uruchomiona rekrutacja do Pierwszego w Polsce SFI działającego jak Studencki Fundusz Inwestycyjny. Jest to pierwszy z 3 etapów jaki będą musieli przejść studenci z całej Polski, aby móc inwestować na Giełdzie Papierów Wartościowych realnym kapitałem. Drugim etapem będzie Ogólnopolski test wiedzy z zakresu rynków kapitałowych, ostatnim natomiast rozmowa kwalifikacyjna. [...] Zostanie wybrana grupa 20 studentów, która otrzyma możliwość inwestowania na GPW kwotą min. 10 tys zł. Decyzje dotyczące inwestycji będą podejmowane na cotygodniowych spotkaniach, w trakcie  3 miesięcznej edycji SFI, większością 2/3 głosów.“</p>
<p>Kapitał, który będzie inwestowany jest własnością koła naukowego (i łącznie z potencjalnymi zyskami) pozostanie w tym „studenckim funduszu inwestycyjnym“ na czas kolejnych edycji konkursu. Dzięki temu przekonamy się czy w długiej perspektywie warto płacić kilkudziesięciotysięczne wynagrodzenia i kilkusettysięczne premie zarządzającym TFI, czy lepiej zaprząc do pracy 20 studentów, w zamian za „laptopy, telefony komórkowe, możliwość odbycia płatnych praktyk“.</p>
<p>TFI płacić jednak muszą, bo każde towarzystwo z mocy prawa ma obowiązek zatrudnić co najmniej dwóch licencjonowanych doradców inwestycyjnych (nie mylić z doradcami finansowymi&#8230;), aby móc w ogóle prowadzić działalność. Co więcej, doradcy inwestycyjni (oraz maklerzy z uprawnieniami do wykonywania czynności doradztwa inwestycyjnego) mają wyłączność na zarządzanie cudzym kapitałem. Powstaje zatem pytanie czy sama idea konkursu nie łamie prawa? Organizatorzy twierdzą, że prowadzą nadal w tej sprawie konsultacje z KNF, a opiekun całego przedsięwzięcia posiada licencję doradcy inwestycyjnego.</p>
<p>W Polsce jest to prawdopodobnie pierwsza taka inicjatywa. W Stanach w 2005 roku działało blisko 200 tego typu funduszy, z czego niektóre obracały kwotami liczonymi w milionach dolarów (np. Penn State Student Investment Fund). Poza aspektem edukacyjnym przedsięwzięcia tego typu są doskonałym miejscem do rekrutacji przyszłych zarządzających dla profesjonalnych instytucji finansowych. Dlatego nie dziwi, że w konkursie koła naukowego „Progress“ główną nagrodą jest pomoc w uzyskaniu licencji doradcy inwestycyjnego.</p>
<p>Konkurs trwa trzy miesiące. Warto mu się przyglądać chociażby z ciekawości, czy 20 wyselekcjonowanych studentów może pokonać profesjonalnych zarządzających oraz aby zobaczyć jak w praktyce sprawdza się demokratyczne zarządzenie funduszem (decyzje inwestycyjne podejmowane w głosowaniach).</p>
<p>Nieprzypadkowa wydaje się również data rozpoczęcia rekrutacji. Dzień później, czyli 16.12., startuje już IX edycja Gry Giełdowej dla Studentów „Parkietu“. Do udziału w obu konkursach zachęcam wszystkich posiadających jeszcze indeks!</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2009/12/15/20-studentow-vs-profesjonalni-zarzadzajacy-tfi/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Inteligencja emocjonalna w biznesie</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2009/11/03/inteligencja-emocjonalna-w-biznesie/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2009/11/03/inteligencja-emocjonalna-w-biznesie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 23:07:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/?p=67</guid>
		<description><![CDATA[- Nauczymy się dzisiaj rozwijać naszą zdolność empatii, odczuwać rezonans emocjonalny i pogłębić samoświadomość – nie Drogi Czytelniku, nie jesteśmy na spotkaniu Hare Kriszna, ale na szkoleniu biznesowym&#8230; 
Miałem wątpliwą przyjemność brać udział w półrocznych warsztatach, na których uczono mnie jak być &#8220;liderem&#8221; i rozwijać swoją „inteligencję emocjonalną“. Wrażenia? Niezmierzone pokłady wrażliwości, które w sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>- <em>Nauczymy się dzisiaj rozwijać naszą zdolność empatii, odczuwać rezonans emocjonalny i pogłębić samoświadomość</em> – nie Drogi Czytelniku, nie jesteśmy na spotkaniu Hare Kriszna, ale na szkoleniu biznesowym&#8230; </p>
<p>Miałem wątpliwą przyjemność brać udział w półrocznych warsztatach, na których uczono mnie jak być &#8220;liderem&#8221; i rozwijać swoją „inteligencję emocjonalną“. Wrażenia? Niezmierzone pokłady wrażliwości, które w sobie odkryłem, każą mi współczuć każdemu kto za takie szkolenia zapłacił z własnej kieszeni. Natomiast moje poszukiwania inteligencji emocjonalnej zakończyły się sukcesem. Poszperałem, poczytałem i doszedłem do wniosków, do których dochodzi chyba każdy racjonalnie i umiarkowanie krytycznie nastawiony do świata człowiek: inteligencji emocjonalnej nie ma.</p>
<p><img src="http://www.bankier.pl/static/att/68000/2041449_SEKRET.PNG"></p>
<p>Samo pojęcie „inteligencja emocjonalna“ wyrosło na gruncie nowej fali amerykańskiej psychologii lat 80. Inteligencja emocjonalna wydaje się być odpowiedzią na ekskluzywne właściwości stosowanych w tamtym czasie na szeroką skalę testów inteligencji. Skutkiem powszechnych badań poziomu inteligencji za pomocą testów IQ stała się hierarchiczna stratyfikacja społeczna.</p>
<p>Ponieważ, inteligencja to jedyna rzecz, którą każdy człowiek uważa, że ma w wystarczającej ilości, pojawiła się duża grupa ludzi w swoim mniemaniu pokrzywdzonych z powodu uzyskania niskich lub przeciętnych wyników ilorazu inteligencji (tu pojawia się popyt). Stali się oni naturalnymi klientami naukowców takich jak Howard Gardner, który w swojej książce „Inteligencje wielorakie“ przedstawił siedem nowych rodzajów inteligencji (a tu podaż). </p>
<p>W ten sposób każdy mógł zaspokoić swoją potrzebę próżności przez uzyskanie wysokich not w przynajmniej jednym z nowych rodzajów „inteligencji“. Teoria ze względu na swoją innowacyjność trafiła na podatny grunt. Pojawiło się wielu „naukowców“ zainteresowanych rozwijaniem nowej „dziedziny wiedzy“, a zarazem budowaniem swojego dorobku w nowo powstałej gałęzi „nauki“. Jednym z nich był Daniel Goleman, który spopularyzował swoją „inteligencję emocjonalną“, a następnie „inteligencję społeczną“, które dotarły również do Polski. </p>
<p>Zasadnicza różnica pomiędzy tradycyjną inteligencją a inteligencją emocjonalną polega na różnicy w sposobie nabywania obu. O ile klasyczna inteligencja zależy głównie od naturalnych predyspozycji, a jej modyfikacja w ciągu życia niemalże nie zachodzi, o tyle inteligencja emocjonalna może być rozwijana w zasadzie bez ograniczeń. Jest to jeszcze jedna zasadnicza cecha inteligencji emocjonalnej, która ma spełniać rolę kompensacyjną dla osób posiadających niesatysfakcjonujący poziom IQ. Ponieważ inteligencji emocjonalnej można się nauczyć, nikt nie może czuć się wykluczony z grona osób potencjalnie wybitnych. </p>
<p>Czym zatem jest inteligencja emocjonalna? Prawdopodobnie nie jest inteligencją samą w sobie, a raczej zdolnością do uczenia się zasad interakcji interpersonalnych i społecznych. Premiuje zachowania ekstrawertyczne i konformistyczne. Wobec tego, że jest to umiejętność poznania i stosowania się do zasad panujących w danym społeczeństwie trudno mówić o uniwersalnej inteligencji emocjonalnej, ponieważ społeczeństwa w czasie i przestrzeni różnią się między sobą znacznie. Osoba o zdiagnozowanym wysokim poziomie inteligencji emocjonalnej żyjąca w dzisiejszych USA, w XI w. Japonii uważana byłaby w najlepszym przypadku za niezrównoważoną, a nawet za osobę socjopatyczną. Inaczej jest z inteligencją jako taką, która jako uniwersalna umiejętność przyswajania i wykorzystywania wiedzy oraz twórczego myślenia, zawsze przynosi korzyści.</p>
<p>Wiele kontrowersji przy definiowaniu zagadnienia nowych rodzajów inteligencji, w tym emocjonalnej, wzbudza metodologia badawcza, a raczej brak jej ugruntowania. Nie ma konsensusu co do obiektywnych narzędzi badawczych, które mogłyby przysłużyć się poznaniu rzekomego fenomenu inteligencji emocjonalnej. Większość testów i kwestionariuszy nie może być uznana za obiektywne, a wyniki takich badań nie poddają się falsyfikacji. </p>
<p>Czy zatem warto poświęcać czas i pieniądze na rozwijanie w sobie zdolności, które powinniśmy nabyć w zwykłym procesie socjalizacji? Być może takie szkolenia mają wartość terapeutyczną dla zabieganych managerów, albo są dobrym pretekstem do integracyjnego wyjazdu, ale czy podnoszą skuteczność w biznesie?</p>
<p>W następnej notce opiszę jak takie warsztaty z zakresu psychologii osobowości, szczególnie pod kątem mojej oceny użyteczności w biznesie, wyglądały w praktyce. Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach wszystkich, a szczególnie osoby związane jakoś z biznesem miękkich szkoleń biznesowych.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2009/11/03/inteligencja-emocjonalna-w-biznesie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Test 15 sekund</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2009/03/23/test-15-sekund/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2009/03/23/test-15-sekund/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 11:58:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/?p=43</guid>
		<description><![CDATA[






- Nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani – powiedział psychoterapeuta do swojego kolegi po fachu. - To smutne i inspirujące zarazem – odparł tamten – tylu klien&#8230; tfu, pacjentów.
Psychologia osobowości, szlifowanie umiejętności miękkich, szkolenia z zakresu NLP - magia dzisiejszego świata biznesu, gdzie psychoszamani sprzedają swoją wiedzę tajemną kadrze managerskiej zatopionej w miłości [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table border="0" cellspacing="1" width="262" align="left">
<tbody>
<tr>
<td><img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2009/03/osobowosc.png" alt="" align="left" /></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>- Nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani – powiedział psychoterapeuta do swojego kolegi po fachu. - To smutne i inspirujące zarazem – odparł tamten – tylu klien&#8230; tfu, pacjentów.</p>
<p>Psychologia osobowości, szlifowanie umiejętności miękkich, szkolenia z zakresu NLP - magia dzisiejszego świata biznesu, gdzie psychoszamani sprzedają swoją wiedzę tajemną kadrze managerskiej zatopionej w miłości własnej. Nowoczesny manager jeżdżący Land Roverem nie ma czasu na rodzinę, nie ma czasu na przyjaciół, bo musi spłacać kredyt za swojego Land Rovera. Tę lukę idealnie wypełniają mu wszelkiej maści trenerzy (kołcze), psychoanalitycy i specjaliści od zarządzania osobowością. Biorą za to godne pieniądze, ale dzięki temu nowoczesny manager zna swoją wartość.</p>
<p>„Najlepsi trenerzy zarabiają po kilka tysięcy złotych za jednodniowe szkolenie. Dolna stawka za godzinę treningu to ok. 60 zł. To pozwala zarobić nawet 10 tys. zł miesięcznie“ pisze „Gazeta Prawna“. Czy te szkolenia są tego warte? Nie będę przekonywał, że nie. Po prostu zachęcam do wybrania się na kurs, gdzie usłyszy się opowieści o sile pozytywnego myślenia, roli misji i inspirującego przywództwa w organizacji, czy mocy programowania neurolingwistycznego, które po weekendowym szkoleniu pozwoli ci zmusić każdego do wejścia pod stół i zaszczekania.</p>
<p>Bo czym jest owa magiczna wiedza przekazywana na takich spotkaniach? Dostajemy danie składające się z podstaw klasycznej psychologii wymieszanej z truizmami, przyprawionej banałami, polanej gęstym sosem kłamstw i pseudonauki podanych razem na talerzu w jakimś ekskluzywnym hotelu przez do bólu pewnego siebie i aroganckiego kelnera-trenera.</p>
<table border="0" cellspacing="2" align="center">
<tbody>
<tr>
<td><a href="http://www.bankier.pl/static/att/65000/2003038_zenua.jpg"><img src="http://www.bankier.pl/static/att/65000/2003038_zenuasmall.jpg" align="left" /></a> </td>
</tr>
<tr>
<td>Kliknij, aby powiększyć i paść na kolana&#8230; (znalezione w mailowym katalogu &#8220;spam&#8221;)</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>
Czy wg mnie cała ta szamańska hucpa nie jest funta kłaków warta? Wcale tak nie myślę, co wbrew domorosłym kołczom, którzy nie mogą teraz doczekać się końca tekstu, aby wygarnąć mi w komentarzach, jakim ignorantem jestem, zaraz udowodnię na przykładzie bardzo użytecznego testu 15 sekund.</p>
<p>Test ten sprawdza się np. w czasie rozmowy o pracę. Osobie, która chce zostać zatrudniona w naszej firmie należy na samym początku wyjaśnić, że test sprawdza percepcję chronometryczną i mierzy indywidualne postrzeganie czasu. Osoba przeprowadzająca test musi posiadać zegarek z sekundnikiem, osoba poddawana testowi nie może patrzeć na zegarek. Jej zadaniem jest określenie przez powiedzenie „stop“ 15 sekund od momentu kiedy osoba z zegarkiem rozpoczęła test wydając komendę „start“. Czym wynik bliższy 15 sekund tym lepszy. Wyniki do 13 sekund oznaczają osobowość „surykatki“, pomiędzy 14 a 16 normę, a od 16 sekund do nieskończoności - osobowość „misia koala“. Co oznaczają te profile osobowości? Nie wiem, jeszcze tego nie wymyśliłem&#8230; ale sam zarys testu wygląda przecież dość profesjonalnie&#8230; mogłoby się sprzedać&#8230;</p>
<p>Oczywiście prawidłową reakcją na faceta z zegarkiem, który mówi do ciebie „jesteś surykatką“ jest śmiech, podziękowanie za zmarnowany czas i wyjście z sali rekrutacyjnej. Taką właśnie osobę należy zatrudnić! Jest wtedy gwarancja, że w świecie, gdzie można nauczyć się „programowania innych“ osobnik zachował kontakt z rzeczywistością. Czego życzę wszystkim.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2009/03/23/test-15-sekund/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Finansowi analfabeci</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2008/08/07/finansowi-analfabeci/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2008/08/07/finansowi-analfabeci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 22:33:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/2008/08/07/finansowi-analfabeci/</guid>
		<description><![CDATA[(UWAGA NA OCZY!)         ZUS niedługo zbankrutuje przez kryzys finansowy, który przyjdzie do nas ze Stanów, gdzie wszyscy ludzie przestali nagle spłacać kredyty hipoteczne. Przyczyną kryzysu hipotecznego jest taniejący dolar, spadek poziomu życia w Stanach i nasilająca się emigracja z tego kraju.
Jedyną szansą, aby godnie żyć na starość [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><b>(UWAGA NA OCZY!)</b>         ZUS niedługo zbankrutuje przez kryzys finansowy, który przyjdzie do nas ze Stanów, gdzie wszyscy ludzie przestali nagle spłacać kredyty hipoteczne. Przyczyną kryzysu hipotecznego jest taniejący dolar, spadek poziomu życia w Stanach i nasilająca się emigracja z tego kraju.</p>
<p>Jedyną szansą, aby godnie żyć na starość jest oszczędzanie w III filarze. Najlepszą inwestycją jest długoterminowe lokowanie kapitału w fundusze inwestujące w państwach BRIC, lub oparte na polskim WIG-u 20. A co to jest WIG20? To indeks najbardziej zyskownych i posiadających najlepsze perspektywy spółek na warszawskiej giełdzie, który jest codziennie weryfikowany i korygowany o coraz lepsze spółki. Dobrym pomysłem jest też inwestowanie w fundusze oparte na surowcach. Dla przykładu: ropa niedawno kosztowała już 188 dolarów za baryłkę, a do końca roku na pewno będzie kosztować 200 dolarów.</p>
<p>Od inwestycji, ale nie tylko, każdy musi płacić podatek dochodowy, zwany też podatkiem Belki. Został on wprowadzony w 1989 roku przez ówczesnego prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę. Wynosi on 19 proc. w pierwszym progu, a w drugim 32 proc. Płaci się go od wszystkiego - pensji pracowniczej, pracy zleconej, zysków  przedsiębiorców, zysków z giełdy i lokat . . . Co to za bzdury? Nieliczne, z tych które usłyszałem od przedstawiciela &#8220;<i>jednej z największych firm finansowych w Europie</i>&#8220;.</p>
<p>_______________________________________________________________________</p>
<p>Wczoraj mój znajomy umówił się ze mną na spotkanie. Na spotkanie jednak nie przyszedł sam. Przyprowadził ze sobą przedstawiciela pewnej dużej europejskiej firmy z branży finansowej, pierwsza liga. Jak się potem okazało celem spotkania była rozmowa o „<i>mojej finansowej przyszłości</i>”. Ponieważ nie jestem zainteresowany III filarem obsługiwanym przez pośrednika, a wolę go sobie sam zbudować, pomyślałem, że rozmowa ta będzie dobrą okazją, aby przekonać się jakimi metodami, aby skusić klienta, posługują się przedstawiciele instytucji finansowych.</p>
<p><img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2008/08/agent.jpg"></p>
<p>Postanowiłem więc, przynajmniej na początku rozmowy ograniczyć się jedynie do zadawania prostych pytań, nie wykraczających daleko poza pole zainteresowania przeciętnego klienta. Zaczęło się od prezentacji firmy, która jest „<i>jedną z największych instytucji finansowych w Europie</i>” z 11 milionami klientów, a jej prezes to człowiek sukcesu, który otrzymał niedawno tytuł człowieka roku. Na naiwne pytanie kto mu go przyznał, nie otrzymałem jednak odpowiedzi.</p>
<p>To co mnie mocno zirytowało to próby stosowania wobec mnie prymitywnej manipulacji. Zadano mi np. pytanie ile mógłbym miesięcznie przeznaczać na wpłaty do funduszu. Wskazałem pierwszą okrągłą kwotę jaka przyszła mi na myśl, czyli 1 000 zł miesięcznie. W reakcji otrzymałem wyrazy najgłębszego zdziwienia i zapewnienie, że z taką wartością wpłat, należałbym do najbardziej elitarnych klientów firmy&#8230; Pozory ekskluzywności próbowano stwarzać również później, gdy proponowano mi 8-letnią inwestycję w fundusz, gdzie kwota minimalnej wpłaty wynosiła 10 000 zł, jako ofertę „tylko dla wybranych”.</p>
<p>Inna manipulacja dotyczyła telefonu komórkowego. Przed rozpoczęciem rozmowy, agent zapytał, czy nie mam nic przeciwko temu, jeśli w czasie spotkania odbierze komórkę, bo czeka na ważny telefon od szefa. Gdy telefon faktycznie zadzwonił (dzwonek dźwiękowy oczywiście, po co używać wibracji?) w równo 30 min. od rozpoczęcia spotkania, przedstawiciel grzecznie mnie przeprosił i zapytał czy może odebrać. Nie odchodząc nigdzie, rzucił tylko do słuchawki „przepraszam szefie, nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie z klientem, zadzwonię później”. Czy przez to, że spławił swojego szefa, „klient” miał się poczuć ważny? Czy był to faktycznie telefon, czy tylko ustawiony wcześniej budzik, tego nie dowiem się pewnie nigdy&#8230;</p>
<p>Więcej na temat manipulacji stosowanych przez pośredników finansowych można przeczytać tutaj:</p>
<p><a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Model-Miltona-wybrane-struktury-lingwistyczne-1809346.html">Model Miltona – wybrane struktury lingwistyczne</a></p>
<p><a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Perswazja-NLP-i-meta-model-1809259.html">Perswazja, NLP i meta model</a></p>
<p>Tymczasem, cała rozmowa przebiegała według schematu i za nic nie dało się przekonać agenta, aby przeszedł bezpośrednio do konkretów. Schematy, symulacje, retoryczne pytania, sugestie, roztaczanie wizji „złotych gór” – na wysłuchanie tego bełkotu straciłem około godziny.</p>
<p>Gdy w końcu przeszliśmy do konkretów zaczęło się najlepsze. Dowiedziałem się wielu, nowych ciekawych rzeczy, które wywróciły do góry nogami moją dotychczasową wizję rynków finansowych&#8230; Część z nich przytoczyłem już we wstępie. Usłyszałem też kilka złotych myśli, które przedstawiciel ubezpieczyciela w swej szczodrości postanowił mi zdradzić. Oto kilka z nich: „<i>gdy na giełdzie spada, to się cieszę, bo mogę kupić jeszcze więcej jednostek uczestnictwa</i>”, a gdy rośnie – zapytałem, „<i>a to cieszę się jeszcze bardziej</i>”. Dowiedziałem się, że w trakcie bessy „<i>nie spada wartość twoich pieniędzy, tylko jednostek uczestnictwa, twoje pieniądze są bezpieczne</i>” oraz, że „<i>na giełdzie w długiej perspektywie tylko się zyskuje</i>”. Ponadto otrzymałem ofertę wejścia w 8-letni produkt z gwarancją zwrotu całej wpłaconej kwoty w razie niepowodzenia inwestycji. „<i>Nie ma żadnego ryzyka, nic nie możesz stracić</i>” zapewniał. Gdy zapytałem – a co z inflacją, lekko zirytowany już agent odpowiedział „<i>nie zajmujmy się teraz drobiazgami</i>”&#8230;</p>
<p>Pan, który poświęcał mi swój cenny czas okazał się również ekspertem od bezpośrednich inwestycji rynkowych. Wymyślił nowy indeks giełdowy: TOP50, który ponoć publikuje GPW. Jednak wyjątkowo mocno zachwalał fundusz oparty na WIG20. Gdy zapytałem, czy zna jakieś spółki wchodzące w jego skład, powiedział, że nie da się ich wymienić, ponieważ „<i>jego skład zmienia się zbyt dynamicznie</i>”. Przy pytaniu, czy mają w ofercie fundusze oparte na rynku surowców energetycznych, stwierdził, że oczywiście mają, a ropa kosztowała niedawno 188 dolarów za baryłkę (faktyczny rekord wszech czasów to nieco ponad 148 dolarów za baryłkę), a do końca roku ropa „<i>będzie kosztowała</i>”(!) 200 dolarów za baryłkę.</p>
<p>Stwierdziłem, że się myli co do historycznej ceny ropy i mogę się z nim założyć w tym temacie o dowolną kwotę pieniędzy. Agent, który chwalił się wcześniej, że jest kierownikiem oddziału, twardo stał jednak przy swoim i postanowił podeprzeć się autorytetem swojego przełożonego. Wykonał więc telefon i przekazał mi słuchawkę. W rozmowie z „szefem szefa” postanowiłem przestać udawać zdezorientowanego klienta, który wierzy w każde słowo faceta w garniturze i powiedziałem wprost co sądzę o niekompetencji jego pracownika, od którego, jakby nie patrzeć, zależy los pieniędzy jego klientów. Oparłem się na przykładach z rozmowy, przytoczonych powyżej. – <i>Każdy może się przejęzyczyć</i> – usłyszałem. „Szef szefa” zaczął tłumaczyć swojego pracownika, sam stwierdził przy tym, że ropa już kosztowała(!) 200 dolarów za baryłkę. Na pytanie kiedy konkretnie, również nie uzyskałem odpowiedzi.</p>
<p>Po około 5-minutowej rozmowie telefonicznej usłyszałem: „<i>rzadko zdarza się, że klient posiada tak bogatą wiedzą. Czy może chciałby pan u nas pracować?</i>”&#8230; To się nazywa ekstremalna selekcja&#8230; Mój znajomy, który zaaranżował całe spotkanie, dostał od nich ofertę pracy, podając agentowi, którego przyprowadził, kanapkę w McDrive&#8230; Wcześniej dowiedziałem się, z zastrzeżeniem, że jest tak wszędzie, że aby zdobyć pracę w takiej firmie należy mieć maturę i zaświadczenie o niekaralności&#8230; Osoba, która przedstawiała mi ofertę firmy mogła pochwalić się wykształceniem prawniczym, rokiem stażu w firmie, 17 pracownikami pod sobą i &#8230; bogatą wiedzą z zakresu ekonomii i finansów ;)</p>
<p>Gdy „na do widzenia” wymieniliśmy się wizytówkami, agent przytomnie ostrzegł mnie, że jeśli zechcę napisać cokolwiek na temat naszej rozmowy używając jego danych osobowych, to pozwie mnie do sądu :) Zupełnie niepotrzebnie. Cała opisana sytuacja nie jest żadnym odstępstwem od normy. Tak wygląda poziom wiedzy przeciętnego agenta, przedstawiciela, doradcy finansowego, sprzedawcy usług finansowych w Polsce. Wynika to ze struktury zatrudnienia w takich firmach - pośrednikiem może być każdy! </p>
<p>Mam znajomych, którzy bawią się w doradców finansowych w najróżniejszych instytucjach (nie są to banki), a ich poziom wiedzy o finansach i inwestycjach jest żenująco niski. Najczęściej są to studenci w ten sposób dorabiający, a ich klienci w ten sposób tracący. Bo tak naprawdę, aby być na tym polu skutecznym nie trzeba mieć wiedzy, tylko tupet, pamięć do formułek i zdolności do manipulacji, czyli wszystko to co posiada dobry akwizytor.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2008/08/07/finansowi-analfabeci/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Stronnicze media? Zmień kanał</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/21/stronnicze-media-zmien-kanal/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/21/stronnicze-media-zmien-kanal/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 22:19:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/21/stronnicze-media-zmien-kanal/</guid>
		<description><![CDATA[Problem stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych nie istnieje. Nie istnieje, nie dlatego, że media nie są stronnicze, tylko dlatego, że w nowoczesnych systemach demokratycznych takie zjawisko nie powinno być postrzegane w kategoriach problemu&#8230;
Pełny artykuł dostępny tutaj.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Problem stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych nie istnieje. Nie istnieje, nie dlatego, że media nie są stronnicze, tylko dlatego, że w nowoczesnych systemach demokratycznych takie zjawisko nie powinno być postrzegane w kategoriach problemu&#8230;</p>
<p>Pełny artykuł dostępny <a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Problem-stronniczosci-mediow-we-wspolczesnych-systemach-demokratycznych-1803492.html">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/21/stronnicze-media-zmien-kanal/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Ubezpieczenia, rowery i Eureko</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/02/ubezpieczenia-rowery-i-eureko/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/02/ubezpieczenia-rowery-i-eureko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 22:33:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/03/ubezpieczenia-rowery-i-eureko/</guid>
		<description><![CDATA[Kto z nas nie chciałby prowadzić firmy w branży, w której klienci z gotówką w zębach przyprowadzani są nam sznureczkiem do kasy, a o to żeby przychodzili regularnie, dba państwowa policja. Nie trzeba niczego produkować, ani niczym handlować. Wystarczy przyjmować wpłaty, zaksięgować zysk, a resztę wypłacić z powrotem niektórym klientom. Nic prostszego – wystarczy sprzedawać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kto z nas nie chciałby prowadzić firmy w branży, w której klienci z gotówką w zębach przyprowadzani są nam sznureczkiem do kasy, a o to żeby przychodzili regularnie, dba państwowa policja. Nie trzeba niczego produkować, ani niczym handlować. Wystarczy przyjmować wpłaty, zaksięgować zysk, a resztę wypłacić z powrotem niektórym klientom. Nic prostszego – wystarczy sprzedawać ubezpieczenia komunikacyjne.</p>
<p>W „Rzeczpospolitej“ ukazał się artykuł o planach Ministerstwa Zdrowia dotyczących ubezpieczeń dla rowerzystów. Zgodnie z informacjami, do których dokopali się dziennikarze „Rz“ rozważane jest wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia OC dla wszystkich rowerzystów. Ba, w tym momencie wzywam na pomoc Muzę Precyzji, dla wszystkich rowerów.</p>
<p><img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2008/07/oc_blog.png"></p>
<p>Jak wiadomo każdemu kierowcy, Polska to taki dziwny kraj, w którym ubezpieczenie komunikacyjne obejmuje konkretny pojazd, a nie konkretnego kierowcę. Mając dwa samochody, musimy przymusowo zaopatrzyć się w dwie polisy OC. Czy jeżeli w życie wejdzie obowiązek ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej dla rowerów, posiadacze kilku takich pojazdów, co nie jest przecież takie niezwykle, szczególnie na wsiach, będą musieli hurtowo nabywać ubezpieczenia OC? Wydaje się, że tak.</p>
<p>Odstępstwo od tej zasady mogłoby stać się argumentem za zniesieniem absurdalnego przypisania polisy do pojazdu. Jednak, jak wiadomo samochodów jest znaczenie więcej niż kierowców, a wiec pociągnęłoby to za sobą spadek zysków ubezpieczycieli. Ale czy tak silne lobby pozwoli sobie na tego rodzaju strzał w stopę, pytam retorycznie.</p>
<p>Skoro każdy rower musiałby posiadać takie indywidualne ubezpieczenie, trzeba byłoby pomyśleć o jakiejś ewidencji. Tablice rejestracyjne, numery seryjne, karty pojazdów, obowiązkowe badania techniczne, coroczne przeglądy? Czemu nie. A piesi, dorożki, ciągniki, kombajny, wozy zaprzęgowe, deskorolkowcy, osoby jeżdżące na rolkach, hulajnogi, segwaye, quady? Proponuję dołączyć do tego zbioru jeszcze pielgrzymki i procesje. Wszyscy poruszają się po drogach i stwarzają niebezpieczeństwo dla pozostałych uczestników ruchu drogowego (szczególnie pielgrzymki, jak wiadomo, chodzą tylko i koleiny robią ;), każdemu przymusowo po NW, OC, AC, a co!</p>
<p>Idąc tokiem rozumowania zwolenników nowego przymusu, „rowerzyści są sprawcami wielu wypadków, a bez ubezpieczenia nie można pokryć kosztów naprawy z polisy sprawcy“, w takim razie obowiązkowe ubezpieczenie OC powinny wykupić również wszystkie dziki, łosie i jelenie. O tablicach rejestracyjnych nie wspominając…</p>
<p>W Polsce wg szacunków GUSu mieszka 22 mln rowerzystów, zakładając że niektórzy mają więcej niż jeden rower, a średnia cena OC wynosi 15 zł, dojdziemy do wniosku, że taki rynek może być wart nawet 400 mln zł rocznie. Uwzględniając to, że potentatem na rynku dobrowolnych polis tego typu jest PZU, można dojść do wniosku, że rząd może sprezentować tej instytucji całkiem pokaźną, stałą pozycję w tabeli przychodów.</p>
<p>To jednak nie wszystkie słodkości jakie politycy sprezentowali ubezpieczycielom. Od 1 lipca tego roku rolnicy mają obowiązek ubezpieczania przynajmniej połowy swoich upraw przed „klęskami żywiołowymi“. Za brak takich ubezpieczeń przewidziane są niewielkie (przejściowo, po 2010 r. sankcje zostaną zaostrzone) kary pieniężne – 2 euro od hektara. Ubezpieczyciele twierdzą ponadto, że dla rolników ten obowiązek jest korzystny! Skoro jest taki korzystny, to dlaczego producenci rolni nie wykupywali masowo takich polis z własnej inicjatywy? Dodatkowo ubezpieczyciel ma prawo arbitralnie odmówić zawarcia polisy - no ba, jeśli faktycznie ktoś sieje na terenach zalewowych, to po co mu ubezpieczenie? Co więcej, są tylko 4 podmioty uprawnione do sprzedaży takich ubezpieczeń: niewielkie Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW” w Warszawie, Concordia Polska Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych w Poznaniu, MTU Moje Towarzystwo Ubezpieczeń w Sopocie i &#8230; PZU.</p>
<p>Jak widać rządzący dbają o stałe źródła przychodów dla największego polskiego ubezpieczyciela. A może traktują gwarancję większych zysków dla PZU, jako kartę przetargową w negocjacjach z Eureko, w zamian za korzystne medialnie rozstrzygnięcie sporu właścicielskiego? Teoria skrajnie spiskowa, ale&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2008/07/02/ubezpieczenia-rowery-i-eureko/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Tanie państwo, czy tani chwyt</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/21/tani-chwyt/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/21/tani-chwyt/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 May 2008 19:06:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/21/tani-chwyt/</guid>
		<description><![CDATA[Obserwując profesjonalizm polityków działających w ramach współczesnych demokracji można dojść do wniosku, że nie ma idei, której nie byliby w stanie skompromitować. Świeżym i zarazem jednym z boleśniejszych przykładów ideowego sabotażu jest koncepcja „taniego państwa”, którą zaczęto ośmieszać jeszcze za czasu rządów PiS-u. Teraz nadużywając przykładów rzekomych oszczędności, którymi szczyci się gabinet Tuska, krecią robotę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obserwując profesjonalizm polityków działających w ramach współczesnych demokracji można dojść do wniosku, że nie ma idei, której nie byliby w stanie skompromitować. Świeżym i zarazem jednym z boleśniejszych przykładów ideowego sabotażu jest koncepcja „taniego państwa”, którą zaczęto ośmieszać jeszcze za czasu rządów PiS-u. Teraz nadużywając przykładów rzekomych oszczędności, którymi szczyci się gabinet Tuska, krecią robotę kontynuuje Platforma Obywatelska. Jednak, jak bardzo obosieczną bronią może być szukanie groszowych oszczędności i sugerowanie marnotrawstwa poprzednich ekip, przekonał się premier przy okazji swojej „podróży życia”.</p>
<p>Media i opozycja przekształciły się w biura podróży, które skrupulatnie wyliczają premierowi każde peso pozostawione na kontynencie południowoamerykańskim. Niektórzy nawet oburzają się, że premier wraz z polską delegacją mieli czelność wyjść z hotelu – przecież w ten sposób narażali budżet na kolejne wydatki! Czy Polska zbankrutuje i stanie się drugą Argentyną? Bez paniki. 8,5 proc. wzrost gospodarczy i stopa bezrobocia poniżej 9 proc. na razie nam nie grozi ;) (dane dla Argentyny za 2007 r., źródło CIA). Za to święcie oburzona opozycja i niektórzy dziennikarze pytają, gdzie jest „tanie państwo” skoro kancelarię premiera stać na wysłanie rządowej delegacji na drugi koniec świata. Jak zwykle odpowiedzi szuka się nie tam, gdzie szukać się ich powinno.</p>
<p>Czy idea „taniego państwa” naprawdę sprowadza się do piania z zachwytu nad tym, że na zaprzysiężenie rząd przywieziony został autobusem, premier na spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych lata rejsowym samolotem, a kancelaria szefa rządu chwali się oszczędzonymi 20 tys. zł na orędziu telewizyjnym? Może warto zacząć oszczędzać na spinaczach w ministerstwach, a powierzchnię na plecach premiera przeznaczyć na cele reklamowe? Gdzie jest granica tego absurdu?</p>
<p>Dlaczego nikt z walczących o „tanie państwo” nie zauważa, że zasoby są marnotrawione gdzie indziej. Machina państwowa zajmuje się wszystkim: leczy, uczy, buduje, ubezpiecza, wydobywa, dożywia dzieci, produkuje, kontroluje, inwestuje, administruje, a we wszystkim jest mniej efektywna niż analogiczna działalność instytucji prywatnych. Tanie państwo to nie groszowe w skali kraju oszczędności, którymi chwalić się można przed kamerami, ale kompleksowa koncepcja efektywnej organizacji państwa.</p>
<p>O „tanim rządzie” mówił już w XVIII w. Adam Smith i nie chodziło mu bynajmniej o konieczność oszczędzania na wystawnych bankietach rządzących, czy ograniczeniu kosztów działalności parlamentu. Smith, jedna z najważniejszych postaci liberalizmu, do której to doktryny tak chętnie nawiązuje Platforma, uważał, że skoro rząd musi funkcjonować, to jego sfera zainteresowań powinna być jak najwęższa, ograniczona jedynie do kilku elementarnych funkcji (bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, sądownictwo, w uzasadnionych okolicznościach edukacja). Wchodzenie rządu w inne sfery aktywności jest dla Smitha marnotrawstwem pieniędzy podatników, ponieważ te same efekty mogłyby zostać uzyskane przez inicjatywę prywatną dużo szybciej, łatwiej i taniej.</p>
<p>Tanie państwo w rozumieniu klasycznych liberałów oznaczało organizację terytorialną, która z racjonalnych powodów, z pożytkiem dla obywateli i siebie samej, ogranicza swoją sferę zainteresowań do minimum. Dzięki temu państwo jest w stanie działać sprawnie, szybko i skutecznie, a co najważniejsze nie staje do nieuczciwej konkurencji z przedsiębiorcami. W ograniczaniu kosztów działalności państwa jeszcze dalej idą libertarianie. Ten skrajny odłam neoliberalizmu postuluje oddanie większości kompetencji państwa w ręce prywatne, co ograniczyłoby koszty funkcjonowania państwa do minimum. Doktryna myśli leseferystycznej jest bardzo bogata i rozbudowana, ale osadzona na wspólnych fundamentach wolności, własności prywatnej, praworządności i wolnego rynku.</p>
<p>Model państwa minimalnego, ultraminimalnego lub realna likwidacja państwa jako takiego i zastąpienie go systemem anarcho-kapitalistycznym, bazuje na dokładnie tych samych założeniach, z których wychodzili ojcowie liberalizmu klasycznego. Fundamentem dla wszystkich nurtów myśli wolnościowej jest przekonanie, że wolność i własność są niezbędnymi elementami dla istnienia wolnego rynku, który jest najlepszą formą wymiany i regulacji.</p>
<p>Czy to państwo minimalne, gdzie państwo jedynie broni swoich obywateli przed przemocą i gwarantuje poszanowanie prawa oraz umów, czy ultraminimalne gdzie jedynie utrzymuje monopol na używanie przemocy, czy też system w którym państwo zanika, a wszystkie stosunki regulowane są przez umowy pomiędzy wolnymi ludźmi, zawsze argumentacja pozostaje ta sama. Stosunek jakości usług do kosztów niezmiennie przemawia na korzyść inicjatywy prywatnej. Czym większe pole działania zostawia państwo jednostce, tym działanie państwa jest „tańsze”, a przez to jednostce pozostaje więcej zasobów, których pomnażaniem może się zająć, co odbywa się z obopólną korzyścią.</p>
<p>Abstrahując od skrajnych nurtów myśli politycznej, wydaje się, że najbardziej racjonalnymi działaniami, jakie mogłaby podjąć rządząca ekipa są, zgodnie z filozofią jaką rzekomo reprezentuje; zdecydowane ograniczanie obciążeń obywateli i podmiotów gospodarczych, wycofanie państwa z dziedzin w których nie jest niezbędne i co najważniejsze deregulacja legislacyjna sfer aktywności, w których państwo ma monopol, bądź prowadzi nieuczciwą konkurencję z kapitałem prywatnym.</p>
<p>W efekcie obniżenia kosztów działania przedsiębiorców, demonopolizacji i prywatyzacji państwowych sektorów gospodarki oraz liberalizacji prawnej, długofalowe korzyści z pewnością przeważyłyby nad kosztami. Jak to wygląda w praktyce widać na przykładzie Rosji, która nieśmiało ale konsekwentnie realizuje wolnorynkowe przemiany. Po reformie podatkowej 1998-2000 r., która zakładała uproszczenie, ujednolicenie i przede wszystkim generalne obniżenie obciążeń fiskalnych już w 2001 r. odnotowano z tego tytułu zwiększone wpływ do budżetu państwa.<br />
<img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2008/05/krzywa-laffera.GIF"></p>
<p>Pomiędzy obniżaniem podatków, a zwiększaniem przez to wpływów do budżetu nie zachodzi logiczna sprzeczność. Obrazuje to teoria Laffera, który opracował model zależności pomiędzy stawką opodatkowania, a wpływami do budżetu państwa. Popularna i szeroko dyskutowana teoria tłumaczy sukces rosyjskiej reformy podatkowej.</p>
<p>Tymczasem, które rozwiązania z wachlarza pożądanych reform zamierza wprowadzić Platforma, nie wiadomo. W sferze podatków obiecywano wiele, lecz wiele się nie zmieniło. Podatek Belki nadal zniechęca do inwestowania i oszczędzania, a uproszczenie skali podatkowej przez wprowadzenie płaskiej stawki podatku to nadal tylko odległe plany. Reforma finansów państwa przygotowywana chyba w lochach Ministerstwa Finansów prędko raczej nie ujrzy światła dziennego, o czym świadczy rezygnacja prof. Gomułki z sygnowania własnym nazwiskiem tej legislacyjnej impotencji. Są szanse, że przyspieszy prywatyzacja spółek Skarbu Państwa, ale prawdopodobnie w samym środku cyklu spowolnienia gospodarczego i giełdowej bessy. A Poseł Palikot robi wszystko co może, aby pozbyć się członkostwa w Platformie i prawdopodobnie również przewodzenia komisji Przyjazne Państwo. Czy nawet on stracił już wiarę w cuda?</p>
<p>Pechowo dla ekipy Donalda Tuska nie wszystkie braki merytoryczne da się ukryć pod potokiem kwiecistych wynurzeń o miłości i zaufaniu oraz rozmyć odpowiedzialność dzięki uciekaniu się do tematów zastępczych. Pompatycznie reklamowany rząd profesjonalistów okazuje się powoli wielkim rozczarowaniem. Jednak to co najmocniej uderza, to powrót rządzących do wzorców wypracowanych przez gabinet Marcinkiewicza. Niestety Polską znów rządzi premier, którym rządzą specjaliści od wizerunku, a „tanie państwo” stało się tanim chwytem socjotechnicznym, kreującym fatamorganę sukcesów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/21/tani-chwyt/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>24 karaty marketingu</title>
		<link>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/12/roboczy-zloto/</link>
		<comments>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/12/roboczy-zloto/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 May 2008 22:16:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>yarecki</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/12/roboczy-zloto/</guid>
		<description><![CDATA[Wydaje się, że gorączka złota, którą przechodziły rynki w ostatnich kwartałach powoli opada. Solidną korektę szalonego rajdu cen widać na wykresie, niewiele jednak zmieniło się w świadomości inwestorów – złoto uchodzi obecnie za jedno z najlepszych lekarstw na bessę. Klienci instytucji finansowych, którzy sparzyli się na giełdowej przecenie rozpoczętej w połowie zeszłego roku, zaczęli z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wydaje się, że gorączka złota, którą przechodziły rynki w ostatnich kwartałach powoli opada. Solidną korektę szalonego rajdu cen widać na wykresie, niewiele jednak zmieniło się w świadomości inwestorów – złoto uchodzi obecnie za jedno z najlepszych lekarstw na bessę. Klienci instytucji finansowych, którzy sparzyli się na giełdowej przecenie rozpoczętej w połowie zeszłego roku, zaczęli z dystansem podchodzić do papierów wartościowych i jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. W odpowiedzi zarządzający i doradcy polecali najczęściej lokaty, struktury i hit ostatnich miesięcy – złoto właśnie.</p>
<p>Jak zwykle w czasie kryzysu na rynkach giełdowych część kapitału wędruje na rynek metali szlachetnych, pompując ceny kruszców. W tej sytuacji analogicznie do giełdowej hossy, ryzyko wejścia na rynek na górce rośnie wraz ze zwiększaniem się dynamiki wzrostów cen. Osoby, które dały się namówić na lokatę kapitału z najtwardszą walutę świata, zachodzą obecnie w głowę, czy przeceny ostatnich dwóch miesięcy to tylko korekta kilkuletnich wzrostów, czy może początek odwrócenia trendu. Zdaniem przytłaczającej większości analityków zdecydowanie za wcześnie, by mówić o załamaniu złota. Czy zatem posiadacze złotych sztabek lokacyjnych, monet, biżuterii i pozycji L na platformach forexowych mogą spać spokojnie?</p>
<p><img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2008/05/gold1a.GIF"></p>
<p>Wycenie złota pomagać może powszechnie spodziewana, dalsza eskalacja kryzysu subprime. W zasadzie posiadacze złota mogą przy ocenie ryzyka stosować maksymę „czym gorzej, tym lepiej”. Zakończenie kryzysu na rynku kredytów hipotecznych i wyjście amerykańskiej gospodarki z fazy recesji, może być jednak poważnym ciosem dla wartości złota. Co więcej, nawet przesłanki mówiące o mniejszej skali kryzysu niż zakładano, przy obecnych – nadal wysokich wycenach metalu, mogą mu poważnie zaszkodzić. Nadzieją dla posiadaczy złota zawsze pozostaje jednak inflacja, przed która tradycyjnie już inwestorzy bronią się, kupując złoto.</p>
<p>W tym kontekście warto obserwować w szczególności ceny ropy, które po pierwsze są mocno skorelowane z cenami złota, a po drugie są bardzo ważną pośrednią i bezpośrednią pozycją w koszykach inflacyjnych. Kontynuacja wzrostowego trendu na ropie jest obecnie dużo bardziej prawdopodobna niż w przypadku złota, a co za tym idzie można spodziewać sie, że w wypadku dalszych wzrostów cen czarnego złota, pociągną one za sobą ceny złota właściwego.</p>
<p>Paliwem rakietowym dla cen złota na przestrzeni wieku były zawsze zbrojne konflikty o zasięgu co najmniej regionalnym. Najpoważniejszym kandydatem do odgrywania roli takiego katalizatora nadal pozostaje Bliski Wschód. Inwazja amerykańska na Iran nie jest wcale tak mało prawdopodobna, jak zwykło się powszechnie uważać, szczególnie jeżeli wybory do Białego Domu wygra Hillary Clinton. Jakkolwiek pozostali kandydaci również nie gwarantują zerwania z doktryną eksportu demokracji.</p>
<p>O tym, jaka będzie zagraniczna polityka nowego przywódcy Stanów przekonamy się dopiero po wyborach, ponieważ nie warto jako wiążące traktować przedwyborczych, pacyfistycznych obietnic. Wystarczy przypomnieć tylko, że Bush Jr. przed objęciem urzędu prezydenta uważany był za polityka, którego kadencja oznaczać będzie powrót Stanów do tendencji izolacjonistycznych. Wycofanie się z regionu bliskowschodniego okazało się niemożliwe i nic nie wskazuje na to, żeby kolejnemu prezydentowi udało się wyciągnąć Stany z ruchomych, pustynnych piasków, w których ugrzęzły.</p>
<p>Wojna lub znaczące przesilenie polityczne odciśnie swoje piętno na złocie bezpośrednio, a także pośrednio przez ceny surowców energetycznych. W literaturze zwykło się uważać, że to złoto z reguły wyprzedza ceny innych towarów, jednak trwająca właśnie gorączka na rynkach paliw, burzy nieco ten obraz. Być może ceny ropy oderwały się już od fundamentów, jednak wciąż nie widać chęci sprawdzenia ich na niższe poziomy.</p>
<p>Mówiąc o złocie nie można, nie wspomnieć o najistotniejszej zmiennej – dolarze. Słaby dolar z jednej strony wzmacnia złoto, z drugiej zmniejsza zyski m.in. polskich inwestorów kupujących realne złoto. Takie transakcje rozliczane są w złotówkach, a czym silniejsza waluta względem dolara, tym mniejszy zysk z procentowego przyrostu wartości złota względem dolara.</p>
<p>Patrząc na złoto z tej perspektywy ostatni rok może wydawać się zaskakujący. W ciągu ostatnich 12 miesięcy na międzynarodowych rynkach złoto zyskało 31 proc. W tym samym czasie złotówka umocniła się do dolara aż o 27 proc. Oznacza to, że po uwzględnieniu różnic kursowych zarobiliśmy zaledwie 4 proc. – czyli tyle, ile wynosi obecnie średnioroczna inflacja! Warto o tym pamiętać, oglądając broszurki przyniesione przez akwizytora&#8230; tfu doradcę finansowego.</p>
<p><img src="http://yarecki.blogbank.pl/files/2008/05/gold2a.GIF"></p>
<p>Na deser zamieszczam wykres obrazujący silną ostatnimi czasy korelację pomiędzy słabnącym dolarem i umacniającym się złotem - w tym wypadku, w odniesieniu do złotówki.</p>
<p>Podsumowując należy zauważyć, że złoto nie jest już tak atrakcyjną inwestycją jak jeszcze kilka lat temu. Perspektywy wzrostu mimo wszystkich wymienionych powyżej czynników nie są gwarantowane. Konkurencją dla złota są wysoko oprocentowane obligacje, lokaty i rachunki oszczędnościowe, które mimo relatywnie niskich stóp zwrotu, zapewniają pewną ochronę kapitału w trudnych czasach bessy. Ostatecznie dla złota największym zagrożeniem jest otrząśnięcie się inwestorów z traumy, jaką wywarły na nich ostatnie spadki, a w konsekwencji powrót długoterminowych wzrostów na rynki akcji.</p>
<p>Decydując się na inwestycję w złoto, ze względu na ostatnie rekordy cen i bardzo szeroki spread w obrocie towarowym, lepiej wybierać długookresowy horyzont inwestycyjny. Złoto pod tym względem jest specyficznym towarem, ponieważ daje gwarancję utrzymania wartości przez pokolenia - zapotrzebowanie na złoto istnieje od tysięcy lat i nie zanosi się na to, aby miało się to zmienić. Spekulując na rynku złota najlepiej korzystać z instrumentów pochodnych bazujących na wycenie metalu.</p>
<p>Nie warto za to dać się wciągnąć w owczy pęd i nieprzemyślane inwestycje, wynikające z mody lub marketingowych zabiegów instytucji oferujących &#8220;złote&#8221; produkty. Stopy zwrotu liczone w sektach procent, reklamy obiecujące złote góry, żenujące doniesienia prasowe o tym, że w punktach detalicznych brakuje złota na sprzedaż, wszystko to buduje atmosferę podobną do tej wokoło funduszy inwestycyjnych sprzed roku. Tłum kupuje złoto. Jak jednak pokazuje doświadczenie, większość nie zawsze ma rację.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://yarecki.blogbank.pl/2008/05/12/roboczy-zloto/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
